czwartek, 22 stycznia 2015

Znieczulenie pierwsze

coma - sto tysięcy jednakowych miast

- To koniec, Johann. Nie możemy być razem.
Ze zdumieniem upuściłeś kubek z parującą herbatą, która kilka sekund później płynęła po podłodze.
- Dlaczego? - próbowałeś spokojnie zapytać. Bardzo bałeś się tego, co powie.
- Jestem chora. Mam białaczkę.
Elise zaczęła płakać. Podszedłeś do niej i lekko zbliżyłeś jej głowę do swojej klatki piersiowej.
- Przejdziemy przez to razem - łzy wielkości grochu zjawiły się na twoich policzkach - Pozbędziemy się tego świństwa.
- Nie będziemy się niczego pozbywać - krzyknęła żałośnie - Jesteś za młody na to, by przesiadywać w szpitalu, czekać na wyrok lekarzy. Oboje jesteśmy na to za młodzi, ale muszę stawić temu czoła. Unieszczęśliwię cię. A ja cię kocham i chcę, abyś był szczęśliwy.
- Nie odchodź. Nie będę szczęśliwy bez ciebie.
- Będziesz, kochanie. Tak bardzo siebie nienawidzę za to, że jestem chora.
Pocałowała cię prawdopodobnie po raz ostatni. Smakowała cię, pospiesznie bieżyła po fakturze twoich ust, chcąc ją zapamiętać.
A ty jedynie pragnąłeś zachorować za nią, zabrać od niej to, co powoli miało ją zabijać.

"Tylko błagam, nie załamuj rąk!
Chroni nas Bóg!"

Za każdym razem, gdy patrzysz w lustro widzisz bezradnego siebie, którego ostatnimi czasy tak po prostu znienawidziłeś. Nie potrafisz znieść swojego widoku. Pozornie wszystko układa ci się wspaniale, ale czujesz pustkę.
Pustkę, która powinna być wypełniona jej uśmiechem.
Jej nie ma już od trzech miesięcy. Umierała, bardzo cierpiąc, jednak ty byłeś przy niej, choć ona tego nie chciała. Umierała na twoich oczach, a ostatnie tchnienie wydała, trzymając cię za dłoń.
Kiedy lekarze wyprowadzali cię z sali, krzyczałeś i płakałeś na przemian. Wpadłeś w szał, szukajac pierwszej lepszej rzeczy, która pomogłaby ci umierać z nią.
Nie chciałeś niczego innego, prócz śmierci. Po kilku minutach, odurzony środkami uspokającymi, tępo patrzyłeś w szpitalną ścianę, jakby śmierć Elise była ci zupełnie obojętna. Tak samo było podczas pogrzebu. Znów naszprycowali cię tym tak, że kiedy trumna z jej ciałem znalazła się w mogile, nie płakałeś. Miałeś wielki żal do wszystkich, że nie pozwolili ci wyć z rozpaczy.
- Forfang, wiem, że tam jesteś! Otwieraj! - i znowu Määttä. Postawił sobie za cel pomóc ci uporać się z cierpieniem, które dręczy cię prawie od półtora roku, odkąd Elise była chora. Sam nie wiesz, kiedy i dlaczego się zaprzyjaźniliście. Być może dlatego, że między wami było zaledwie kilka miesięcy różnicy.
- Już otwieram - mruknąłeś, podchodząc do drzwi i delikatnie chwyciłeś klamkę.
- Chłopie, Stöckl cię szuka, lepiej się zbieraj - Jarkko wpadł do pokoju jak huragan.
- Mhm, tak, już się zbieram.
- Johann, proszę cię. Zaraz... Co ja ci mówiłem na ten temat? - Fin spojrzał na leżące na komodzie zdjęcie Elise. Uśmiechniętej, szczęśliwej Elise.
- Wiem. Mam nie oglądać jej zdjęć przed konkursami - odpowiedziałeś lekceważąco - A w ogóle czego chce ode mnie trener?
- Powiedział, że jak przyjdziesz, to się dowiesz i że to jest coś, co ma ci pomóc.
- Wcale mnie nie ciekawi, co oni tam dla mnie mają. Nie chcę tam iść.
- Pójdziesz, choćby Velta miał cię nosić na swoich żółwich plecach.
- Jarkko, ale ja nie potrzebuję pomocy.
- Mam iść po Lauriego albo, jeszcze lepiej, po Tande?
- Dobra, nie musisz, pójdę.

Nie chciałeś słyszeć o żadnej pomocy. Nie chciałeś obarczać nikogo swoim cierpieniem. Wystarczy, że miałeś wyrzuty sumienia, bo zbyt mocno wciągnąłeś w swoje problemy niewinnego Jarkko. Wolałeś zamknąć się w sobie i opłakiwać w samotności bezmiar straty.
W asyście Fina niepewnym krokiem szedłeś w kierunku pokoju Stöckla. Słyszałeś dwa głosy. Nieśmiało zapukałeś do drzwi i gestem dłoni poprosileś, aby Määttä czekał na ciebie na korytarzu.
- Trenerze, co... - zacząłeś. Zabrakło ci słów, gdy zobaczyłeś, kto obok niego siedzi.
- Jak dobrze cię widzieć! - usłyszałeś Daniela, swojego starszego brata. Natychmiast rzuciłeś się w jego ramiona.
- Strasznie mi ciebie brakowało - powiedziałeś cicho.
- Siadaj, młody. Mamy ci coś do zakomunikowania.
- Johann - zaczał trener Stöckl - Widzimy, że nie radzisz sobie z tym, co się stało. Chcemy zaproponować ci współpracę z psychologiem
- Ale ja nie potrzebuję pomocy - lekko podniosłeś głos.
- A ja widzę, co się z tobą dzieje - odrzekł trener - Jesteś poza wszystkim, zupełnie oderwany od rzeczywistości. Cud, że w takich okolicznościach skaczesz całkiem dobrze. Współpraca z psychologiem mogłaby ci pomóc uporać się z przeszłością. Wiem, że to brzmi dla ciebie absurdalnie, ale chociaż spróbuj.
- Spróbuję - opowiedziałeś, napotykając błagający wzrok swojego brata.
Nie wierzyłeś w żadnym razie w to, że sesje z psychologiem w jakikolwiek sposób ci pomogą. Pomóc mogłaby ci tylko wieść o tym, że Elise zmartchwychwstała, że jej śmierć była tylko prowakacją. Ty pragnąłeś jedynie wieści o tym, że żyje i zaraz znajdzie się w twoich ramionach.
- I co? - z rozmyślań wyrwała cię ciekawość Jarkko.
- Stöckl chce, abym zaczął spotykać się z psychologiem.
- Przecież to znakomity pomysł! - prawie wykrzyknął Määttä - Zgodziłeś się?
- A miałem wyjście? Nie chcę, ale mu... Kobieto, jak ty łazisz?!
Właśnie leżałeś w śniegu z blondwłosą dziewczyną, której malinowe usta układały się w życzliwy, przepraszający uśmiech. Jarkko wręcz dusił się ze śmiechu.
- Bardzo przepraszam - spuściła wzrok w dół, a jej policzki pokryły się rumieńcem.
- Wstawaj. Nie chcę mieć cię na sumieniu, jeśli będziesz leżeć w szpitalu na zapalenie płuc.
Szpital. Jak ty nienawidzileś tego słowa. Ile się w nim i przez niego wycierpiałeś. To właśnie wśród tych białych ścian umarła druga połowa ciebie.
- Dzięki za pomoc - dziewczyna pospiesznie otrzepała się z białego puchu - Tak w ogóle to jestem Sara. Sara Asikainen.
- Siostra Lauriego - dodał dumnie Jarkko.
Spojrzałeś uważnie na twarz nowo poznanej Sary. Rzeczywiście, z całą pewnością była do twojego kolegi po fachu bardzo podobna. Ich spojrzenia były tak samo rozmarzone, a uśmiechy tak samo serdeczne, chociaż w przypadku jej brata nieczęste. Ale Sara była dużo ładniejsza i miała chociaż włosy. Długie i całkiem ładne blond włosy.
Tak samo jak Elise.
- Johann Andre Forfang, miło mi.
- Wiem, kim jesteś - zaśmiała się dziewczyna, po czym dodała nieco poważniej - Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy. Lecę i... jeszcze raz przepraszam.
Pomachała wam nieśmiało, a Jarkko przesłała całusa, na co Fin zareagował z cichym śmiechem.
- Ona jest zupełnie inna, niż Lauri - zaczął po chwili Määttä - On jest cichy i spokojny, jej zaś jest wszędzie pełno. Wesoła dziewczyna. Bardzo ją lubię.
- No, całkiem... miła - ledwo przeszło ci to przez gardło. Po śmierci Elise nie miałeś nic do czynienia z żadną dziewczyną. Czułeś się tak, jakbyś przed chwilą ją zdradził, choć ona przed śmiercią poprosiła cię o to, byś ułożył sobie życie w przyszłości z kimś innym.
- Ej, to nic złego, że rozmawiałeś z dziewczyną.
- Wiem, ale dziwnie mi z tym - mruknąłeś - Jarkko, ona ci się podoba?
- Nie to, że podoba. Po prostu lubię ją, ale bardziej, niż inne dziewczyny.
- Jasne, jasne - westchnąłeś - Wiesz, że w taki sam sposób poznałem Elise?
Määttä wybałuszył oczy.
- Opowiadaj! To nie może być przypadek, że w ten sam sposób poznałeś Sarę!

Tande postanowił, że musicie koniecznie odwiedzić nowy klub w centrum Trondheim. Nie za bardzo miałeś na to ochotę, jednak z braku laku postanowiłeś sie tam przejść i dotrzymać towarzystwa Danielowi. Był już pełnoletni, więc mógł kupować alkohol zarówno sobie, jak i tobie
- Ciekawe, czy będzie dużo dziewczyn - zastanawiał się głośno twój towarzysz.
- Na pewno, jak to w soboty - mruknąłeś.
Weszliście do nowoczesnego budynku. Wokół was było mnóstwo dośc skąpo ubranych dziewcząt, umięśnionych facetów. Klub tętnił życiem, a Daniel, którego poniosła wyobraźnia, poszedl ganiać za pięknościami.
- Dziewczyno, jak ty chodzisz?! - nagle wpadła na ciebie bardzo ładna dziewczyna, która wbiła wzrok w twoją twarz, a jej wargi delikatnie uniosły się do góry. W efekcie tego leżała na tobie, a wasze buzie niebezpiecznie zbliżyły się do siebie- Pomogę ci wstać.
- Dziękuję - powiedziała wesoło - Mam na imię Elise, a ty?
- Johann. Chcesz może napić się ze mną drinka? - zapytałeś nieśmiało. Dziewczyna zrobiła na tobie niemałe wrażenie.
- Chętnie - mocno chwyciła cię za dłoń i zaprowadziła do baru.
Tak zaczęły się najpiękniejsze dwa i pół roku twojego życia.

"Nauczyłem się umierać w sobie
Nauczyłem się ukrywać cały strach"
_______
Cierpień młodego Forfanga pierwotnie nie miało być w ogóle. To efekt Blue Monday, na pewno (stąd ten depresyjny nastrój).
Nie mogłam się powstrzymać.

1 komentarz:

  1. Cierpiący Forfang, przyjaźniący się z Jarkko to ciekawa mieszanka :D Do tego Tande, Lauri (co ważne łysy - wciąż się zastanawiam dlaczego w każdym opowiadaniu, w którym się pojawia wszyscy się na tym skupiają :D [pewnie dlatego, że JEST łysy]) i jego siostra Sara (mająca włosy :D). Ciekawi mnie właśnie postać Finki i jej rola w relacjach Johanna i Jarkko. Oczywiście jestem również ciekawa co się kryje za słowami "Mam iść po Lauriego albo, jeszcze lepiej, po Tande?".
    Pozdrawiam, czekam na następny i życzę duuużo weny ;)

    OdpowiedzUsuń