czwartek, 2 kwietnia 2015

Znieczulenie piąte

depeche mode - heaven /coldplay - fix you

"Kiedy te łzy spływają po twojej twarzy
Kiedy tracisz coś, czego nie możesz niczym zastąpić
Kiedy kogoś kochasz, ale wszystko idzie na marne
Czy mogłoby być gorzej?"

- Johann, to chyba już - wydusiła z siebie ciężko Elise. - Chyba przyszedł na mnie czas.
- Nie mów tak, proszę - przełknąłeś łzę.
Było źle, bardzo źle, chociaż oboje ze sobą o tym nie rozmawialiście. Elise była na granicy życia i śmierci. Chcieliście cieszyć się ostatnimi wspólnymi chwilami, chociaż ciężko mówić o radości, skoro została przeniesiona do hospicjum, do miejsca, w którym nie ma się złudzeń, nie ma się nadziei, do miejsca, w którym dostaje się prędki pocałunek śmierci, do miejsca, w którym się chce odejść w znośny sposób, bez bólu, do miejsca, w którym widmo śmierci jest czymś normalnym, zbyt normalnym.
Miejsca, w którym mieszały się ze sobą ból i ukojenie.
- To nieuniknione - powiedziała Elise spokojnie.
- Boję się, boję się zostać sam - wyszeptałeś.
- Nie zostaniesz sam. Masz tyle osób, które bardzo cię kochają. Poradzisz sobie - odrzekła twoja róża, róża, która więdła. - Nie będziesz sam.
Zamknąłeś oczy, aby zatrzymać łzy. Usiłowałeś się pogodzić z tym, co Elise uświadamiała ci od dłuższego czasu, lecz było to zbyt trudne. To ona przywróciła ci wiarę w to, że kiedyś może być lepiej, inaczej.
Czułeś, że tracisz swój sens życia. Miłość. Miłość, według pewnej polskiej piosenki, upokarza jak hazard swoją grą i trzeba czasu, by móc ją zrozumieć i dojrzeć do niej. Tobie, dzięki twojemu promieniowi słońca, jak lubiłeś ją nazywać, udawało się to.
- Kochanie - zaczęła Elise - chciałabym ci podziękować. To ty sprawiłeś, że moje życie stało się piękniejsze. Pamiętaj o tym, że zawsze będę przy tobie. Niczego nie żałuję. Jesteś najwspanialszym mężczyzną i pewnego dnia będziesz prawdziwie szczęśliwy. Spotkamy się za jakiś czas. Korzystaj z życia. Nie bój się trudu.
Zamknęła oczy, a aparatura zaczęła wydawać nieznośny, tak niechciany dźwięk.
Pierwsze spotkanie w klubie.
- Elise, obudź się!
Pierwsze spotkanie waszych dłoni podczas spaceru, pierwszy pocałunek.
- Elise!
Warto było. Warto było żyć waszą miłością.
- Elise...
Histerycznie się rozpłakałeś. Nawet nie czułeś, jak lekarze wyprowadzają cię z sali.
- Zostawcie mnie! Chcę być razem z nią! Chcę umrzeć!
- Zgon nastąpił o dwunastej czterdzieści dziewięć. Proszę zapisać.
To nie tak miało być. Śmierć nie miała ci nikogo zabierać.

"Kiedy robisz, co w twojej mocy, ale nie osiągasz celu
Kiedy dostajesz to, co chcesz, ale nie to, co potrzebujesz
Kiedy czujesz się taki zmęczony, ale nie możesz spać
Utknąłeś we wstecznym biegu"

Pierwsza spokojna noc od dawna chyliła się ku zakończeniu. Na zegarku widniała godzina szósta czterdzieści, a egipskie ciemności otulały świat. Obok Sary delikatnie pochrapywał Jarkko, a telewizor był wciąż włączony.
Nie mogła przestać myśleć o Johannie. Chciała z nim szczerze porozmawiać, wysłuchać wyjaśnień. Wiedziała, że na pewno będzie jej miał wiele do powiedzenia.
- Uduszę kiedyś tego palanta, jak narty kocham - mruknęła, gdy chwyciwszy za telefon, przypomniała sobie o tym, że jej brat postanowił porządzić jej telefonem, a właściwie kontaktami i usunąć numer do Forfanga.
- Co tam mówisz? - wymamrotał Jarkko.
- Nic takiego - odrzekła Sara. - Planuję zabójstwo Lauriego.
- A, ten numer. Mogłaś mnie o niego poprosić, Sherlocku - Määtta lustrował ją zaspanym wzrokiem. - Podaj mi to dzieło techniki.
Wystukał dziewięć, tak bardzo istotnych, cyfr. Dziewięć cyfr, które miały pomój w wyjaśnieniu wszystkiego.
- Jedziesz do Trondheim? - zapytał, podając telefon.
- Nie wiem - mruknęła Sara. - Lauri twierdzi, że powinnam pomyśleć nad egzaminami wstępnymi na studia. Wiesz, uważa, że zrobiłam sobie zbyt długą przerwę.
- Przesadza.
- To samo mu powiedziałam.
Jarkko głośno westchnął. Uważał Lauriego za swojego przyjaciela, jednak czasem po prostu go nie rozumiał jego postępowania. Czasami wobec Sary zachowywał się, jak ojciec, zapominając, że Sara nie ma już dziesięciu lat. Wszystko nasiliło się, odkąd w wypadku samochodowym zginął Mico - uznał wtedy, że jego siostra potrzebuje znacznie więcej opieki.
- Spróbuję go jakoś przekonać, żebyś pojechała - uśmiechnął się Määtta po chwili.
- Dziękuję! - Sara rzuciła mu się na szyję i mocno przytuliła, obdarzając jego policzki całusami.
- Nie masz za co - pogładził jej włosy.
On dla niej zrobiłby wszystko. Z miłości zrobiłoby się wiele, nawet głupot.

Kilka godzin później Sara siedziała już w samolocie fińskich linii lotniczych do Trondheim. Obok niej cicho pochrapywał Jarkko. Spojrzała na Lauriego, który żartował z Janne, a Harri jak opętany pokazywał im zdjęcia swojego synka, który rósł jak na drożdżach.
To nieprawda, że Janne śmiał się rzadko. Robił to często, nawet bardzo często, ale w otoczeniu rodziny i serdecznych przyjaciół, z którymi mógł porozmawiać o wszystkim.
Na pewno śmiał się częściej od Sary.
- Wszystko w porządku? - zapytał nagle zaspanym głosem Jarkko.
- Tak. Chyba - odrzekła Asikainen. - A ty nie śpisz za długo?
- Każda okazja do spania jest dobra - uśmiechnął się Määttä. - Ty też powinnaś pospać.
- Nie mam ochoty. Zaraz lądujemy.
Gdy twoja stopa stanęła na norweskiej ziemi, myślała tylko o tym, by zadzwonić do Forfanga i jak najszybciej się z nim spotkać. Musiała go przeprosić. Musiała mu powiedzieć, że bardzo jej zależy na kontaktach z nim.
Nie czekała. Odnalazła jego numer w książce telefonicznej i wcisnęła zieloną słuchawkę. Nadeszły jedne z najdłuższych sekund w jej życiu.
- Matko, Sara, jak dobrze, że dzwonisz! - powiedział z marszu Johann. - Chciałbym cię przeprosić.
- Też muszę ci wyjaśnić parę rzeczy - odpowiedziała Asikainen. - Chciałabym się spotkać.
- Powiedz tylko, o której dotrzesz do hotelu?
- Jakoś za godzinę.
- Będę czekał.
Żadne słowa nie opiszą tego, jak wielką czuła ulgę. Poczuła też przypływ sił. Nie miała zamiaru pozwolić na to, by Lauri swoją podejrzliwością zerwał nić porozumienia, jaka utworzyła się pomiędzy nią a Johannem.
Nie podda się tak łatwo.

Kochałeś Trondheim. Było to jedno z niewielu miejsc, w którym czułeś się bezpiecznie. Norweskie powietrze przyjemnie łechtało twoje nozdrza, a myśl, że zaraz zobaczysz się z Sarą, sprawiała, że serce skakało ci radośnie, a motyle w brzuchu trzepotały skrzydłami.
- Johann, odwróć się.
Zobaczyłeś ją. Ubrana w niezbyt ciepłą kurtkę w szkocką kratkę i czarny komin, zwracająca uwagę stabilizatorem na kolanie obdarzyła cię tak pięknym i promiennym uśmiechem, jak podczas waszego pierwszego spotkania.
Niewiele myśląc, złapałeś ją za rękę i pobiegłeś z nią do kawiarenki położonej nieopodal skoczni.
- Kondycja już nie ta - zaśmiała się, poprawiając stabilizator.
- Trzeba nad nią popracować - odrzekłeś. - Masz ochotę na coś słodkiego? Ja stawiam!
- Nie, dziękuję - zarumieniła się. - Chciałabym cię przeprosić za zachowanie Lauriego.
- Szczerze? Zachowywałbym się tak samo. To ja postąpiłem jak skończony idiota. Bardzo cię za to przepraszam. To nie powinno tak się potoczyć.
- Miałeś prawo to przede mną ukrywać. Nie wiedziałeś o tym, kim dla mnie jest Malin, znaliśmy się zbyt krótko - odpowiedziała Sara. - Lenny z "Simpsonów" mówił, że każdy popełnia błędy, dlatego na ołówkach są gumki do mazania. Masz szansę to naprawić. Ważne, że wyciągnąłeś wnioski.
- Chciałbym ją przeprosić. Nagrzeszyłem - uśmiechnąłeś się nikle.
- Coś wymyślę, spróbuję doprowadzić do waszego spotkania.
- Dziękuję ci. Opowiedz mi więcej o sobie - zacząłeś ni z gruszki, ni z pietruszki. - Wiem o wypadku i o tym, że jesteś biegaczką narciarską.
- Byłam. Johann, ja już nią nie jestem. Przez to - Sara wskazała na swoje kolano. - Choć tęsknię za tym sportem. Brązowe medale mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich w sprincie ciągle przypominają mi o tym, że mogłam być w życiu kimś.
- Ale już jesteś kimś. Jesteś dobra, szlachetna. Całe życie przed tobą - szepnąłeś zaskoczony. - Chyba powinienem najpierw poczytać o tobie na Wikipedii. Niejeden dwudziestolatek marzy o takich osiągnięciach.
- Przestań - machnęła ręką. - Skłamałabym, gdybym powiedziała, że te medale nie mają dla mnie znaczenia, bo mają i to ogromne, ale nimi porządził przypadek. Zwykły przypadek. W Sochi zwłaszcza.
- Nie mów tak. To szczęście. A szczęście połączone z formą daje niesamowite efekty. Czyli przez kolano nie biegasz?
- Tak - zaczęła. - Przed Finałem Pucharu Świata zerwałam więzadła krzyżowe i przednie. Dwie operacje i wyrok lekarzy. To "niech pani próbuje wrócić, ale nie dajemy pani wielkich szans" było najgorszym, co mogłam w tamtej sytuacji usłyszeć. Spróbowałam. Ale kolano bolało niemiłosiernie. Teraz nie ma już sensu wracać.
- Ty, siłaczka, poddajesz się? Nie dałaś sobie kolejnej szansy?
- Żadna ze mnie siłaczka - mruknęła. - Ale nawet siłacze się poddają. Wiedzą, kiedy zejść ze sceny.
- Wierzę, że dałabyś radę - powiedziałeś zrezygnowwany. - A tak pozasportowo?
- Kiedy zaczęłam zabierać ołówki z Ikei i rysować nimi po szkolnych zeszytach, rodzice zauważyli, że mam jakiś tam talent. Poszłam na Akademię Sztuk Pięknych, ale przerwałam naukę po śmierci Mico i zerwaniu więzadła. Potrzebowałam urlopu, odpoczynku.
- Pokażesz mi kiedyś swoje dzieła?
- Może - opowiedziała ci zdawkowo Sara. - A ty? Jak wygląda twoje życie pozasportowo?
- Studiuję wychowanie fizyczne. Mało ambitnie - zacząłeś z mimowolnym uśmiechem. - Moim hobby są wypady z Tande, z którego drę łacha, bo ma lęk wysokości. To znaczy były, bo po śmierci Elise...
- Załamałeś się - dokończyła Asikainen.
- Tak. To dobre określenie. Załamałem się - westchnąłeś.
- Johann, chciałabym, żebyś wiedział, że masz we mnie wsparcie. Pomogę ci. Nie będziesz z tym sam - powiedziała Sara zdecydowanym głosem.
- Przepraszam cię. Za wszystko - podszedłeś do niej i przytuliłeś ją.
Po raz pierwszy od kilku miesięcy poczułeś, że zaczyna ci na czymkolwiek, kimkolwiek zależeć. Po raz pierwszy od kilku miesięcy chciałeś się uwolnić od rozpaczy. Po raz pierwszy od kilku miesięcy chciałeś zaszczepić w swoim życiu ziarenko radości.
Może jeszcze nie wszystko stracone?

"Światło zaprowadzi cię do domu
I wznieci ogień w twoich kościach
A ja spróbuję cię naprawić"
_____
Tęskniłam za pisaniem tu.
Wena nie przychodziła długo, aż nareszcie pogodziła się ze mną i wróciła, mam nadzieję na dłużej.
Życzę wam wesołych, radosnych (i bezśnieżnych!) świąt! Cieszcie się rodziną i wolnym czasem!
PS. Chętnie zabiorę ten śnieg.
PS2. Depeche Mode jest tu od czapy. Zupełnie od czapy.

sobota, 21 lutego 2015

Znieczulenie czwarte

emeli sandé - read all about it (part III)

"Nasze serca są piękne
Skąd wzięło się w nich strachu piętno?
Teraz nie brak już odwagi
Więc chodź i pomóż mi zaśpiewać"

- Przepraszam - zacząłeś nieśmiało, trzymając Elise za rękę i prowadząc ją w kierunku auta jej rodziców. Dostała kilkudniową przepustkę do domu. Lekarze nie mieli wątpliwości - znacznie bliżej jej do śmierci. Nie ukrywali, że nie da się już nic zrobić i o ile Elise była z tym pogodzona, ty miałeś żal do całego świata o to, że nikt nie chce jej ratować, że prawdopodobnie za niedługo odejdzie.
- Za co? - zapytała z uśmiechem.
- Za wszystko, co złe. Nie byłem idealnym chłopakiem - westchnąłeś.
- Ale ja nigdy nie chciałam, żebyś był idealny. Chciałam, żebyś po prostu przy mnie był, był moim Johannem.
- A ty jesteś idealną dziewczyną, wiesz?
- Wiem - zaśmiała się. - Wiesz, co? Chciałabym, aby nasze ostatnie wspólne tygodnie były naprawdę idealne.
Tak, zapomniałeś o tym, że Elise zostało kilka tygodni życia. Kilka krótkich tygodni. Potem miała być tylko pustka.
- A może lekarze się pomylili? - odrzekłeś z nadzieją. - Może zostało nam więcej czasu?
- Chciałabym. Bardzo - przełknęła głośno. - Ale na dobrą sprawę została nam cała wieczność, Johann.
- Wieczność - powiedziałeś pod nosem.
Bo was nie rozłączy nawet śmierć. Na zawsze ona będzie dla ciebie tą jedyną, najbardziej wyjątkową. Wiedziałeś, że ona zawsze będzie przy tobie, zawsze będzie się tobą opiekować.
- Widzę, że jesteś zmęczony. Cieszę się, że w końcu odpoczniesz od tego szpitalnego zgiełku. Skupisz się na skokach.
- Nie jestem zmęczony odwiedzaniem cię w szpitalu.
- Kłamiesz, skarbie - zaśmiała się Elise.
- Nieprawda!
- Zapominasz, że nie da się mnie okłamać.
- No dobra. Powiedzmy, że jestem odrobinkę zmęczony, ale to nie ma znaczenia. Kocham cię - westchnąłeś. Przytuliłeś ją do siebie najmocniej, jak tylko potrafiłeś. Twoją kruchą jak porcelana, delikatną Elise.

"Dajemy znać w swych balladach
Że nie umarliśmy już
Gdy świat zabroni mówić prawdę
Głośniej wykrzyczmy ją"

Zamurowało cię, gdy usłyszałeś to pytanie.
- Mowę ci odjęło, czy po prostu jest ci wstyd? - syknął Lauri.
- Nie - wziąłeś głęboki oddech. - To Malin. Malin Laukkanen. Ale po co ci to wiedzieć?
- Po co? A po to, żeby moja siostra wiedziała, kim jest ten śmieć, który potraktował moją narzeczoną jak szmatę.
- Nie wierzę. Johann, to prawda?
Napotkałeś na jej smutne spojrzenie i w duchu się rozpłakałeś. Zawiodłeś ją, tak bardzo ją rozczarowałeś. Zapewne Malin jest jej bardzo bliska. Przeklinałeś siebie w sercu za to, że ostatnio niszczysz wszystko to, czego się dotknąłeś w kontaktach międzuludzkich. Nie wiedziałeś, że akurat ta Malin jest narzeczoną Lauriego.
- Prawda. Ale wierz mi, bardzo tego żałuję - wyznałeś po chwili.
- Dobra. Sara, idziemy. Myślę, że wiesz wystarczająco dużo - Lauri dość agresywnie chwycił ją za rękę i pociągnął ją za sobą. Zdołała jednak odwrócić głowę w twoim kierunku. Z jej ust wyczytałeś nieme "wierzę ci", a po jej policzku bieżyła jedna, samotna łza.
Uwierzyła w to, co powiedziałeś. Nie zostawiła cię. Teraz nie możesz jej zawieść, musisz udowodnić, że zasłużyłeś na ten dar, bezcenny dar, który od niej otrzymałeś i doskonale wiedziałeś, że musisz z nim obchodzić się rozsądnie i delitkanie. Nieważne, jak to zrobisz.
Tym darem jest zaufanie.

- Nienawidzę cię, wiesz? - mruknęła Sara w kierunku sylwetki swojego brata. - Naprawdę.
Od momentu wyjazdu z Lahti nie zamienili ze sobą wiele słów. Była na niego zła, ba, wściekła. Tak samo, jak na Forfanga, jednak czuła, że jego żal jest jak najbardziej prawdziwy. Miała wrażenie, że każdy chce ją chronić na siłę, jakby miało się coś stać. Lauri ją przepraszał, ale to nie powstrzymało go przed usunięciem z jej telefonu numeru do Johanna.
To zakrawało według niej o paranoję.
- Wiem. Dobrze to wiem - parsknął śmiechem, nie opuszczając wzrokiem panoramy miasta. Tak, patrzenie na widoki Jyväskyli sprzyjało rozmyślaniom, a Lauri miał do przemyślenia naprawdę wiele spraw - od kolejnych zawodów po upilnowanie swojej siostry, którą uważał za wybitnie nieodpowiedzialną.
- Śmieszy cię to?
- Nawet nie wiesz, jak bardzo, siostrzyczko - mruknął z satysfakcją. - A tak serio, uważam, że postąpiłem słusznie.
- Powtarzasz się - odrzekła Sara. - Dlaczego nigdy mi nie powiedziałeś o tym, że Johann kiedyś skrzywdził Malin?
- Sam się o tym niedawno dowiedziałem - westchnął skoczek, wbijając wzrok w podłogę. - Parszywiec z niego. Tacy ludzie się nie zmieniają w pełni.
- Nic o nim nie wiesz! - żachnęła się blondynka.
- Bo ty niby wiesz - parsknął.
- Lauri, on się zmienił. Nawet nie wiesz, jak cierpi. Wiele mi o sobie powiedział. Każdy zasługuje na drugą szansę, nie sądzisz?
- Może i tak - wyszeptał z lekkim zawstydzeniem. - Nie umiem znieść tego, że osoba, którą kocham, cierpiała.
- Czasami do miłości prowadzi cierpienie, Lauri - Sara podeszła do niego i położyła głowę na jego ramieniu. Przymknęła oczy i pozwoliła swoim łzom na nerwową podróż po jej policzkach.
- Sara, dlaczego płaczesz?
- Cholera, tak bardzo tęsknię za dawnym życiem.
Bez słowa przytulił ją do siebie, pozwalając, aby jej łzy moczyły jego koszulkę.
- Damy radę, mała. Tylko trzymajmy się razem. Życia trzeba się nauczyć.
- Wiem - uśmiechnęła się. - Tylko po prostu jest ciężko. Malin opowiadała ci coś więcej o związku z Johannem?
- Tak. Ale to jeszcze nie czas, byś czegokolwiek się dowiedziała. Najpierw muszą to załatwić między sobą - westchnął głośno Lauri.
Sara przygryzła wargę, nie ukrywając swojego niezadowolenia.
- Wiesz, chyba odwiedzę Jarkko - zaczęła niespodziewanie. - Trochę się stęskniłam za spędzaniem z nim wielkiej ilości czasu.
- Jak chcesz - mruknął Lauri. - W razie czego dzwoń. I... i pamiętaj, że chcę tylko twojego dobra, ok?
- Ja to wszystko wiem. Uciekam!

"Twoje serce jest jak lew
Dlaczego tłumisz jego ryk?
Tak, różnimy się od innych
Lecz przetrwamy ich gniew
Twe światło zmieni cieni krzyk
Więc już nie ukrywaj się"

- Rany, Sara, jesteś cała przemarznięta. Robię ci herbatę - Jarkko właśnie przeżywał dramat, widząc jej czerwone policzki i skostniałe ręce. Natychmiast pociągnął ją do salonu, wskazując na koc.
- Przykryj się natychmiast!
- Jarkko, ale...
- Bez dyskusji.
Muzyka z radia mieszała się z dźwiękiem wrzącej wody, a za oknem cała przyroda okryta była białym puchem. Lustrowała uważnie mieszkanie swojego przyjaciela - nic się tu nie zmieniło. Nadal plastron z jej pierwszych i zarazem jednych z ostatnich zawodów w biegach narciarskich wisiał na jednej ze ścian, schowany w antyramę.
Ten symbol niespełnionych marzeń, oznaczony numerem jeden podarowała mu z okazji dwudziestych urodzin, z życzeniami, aby umiał walczyć o swoje marzenia i bycie numerem 1. Ona, po dwóch operacjach zerwanego więzadła w kolanie, przestała walczyć.
- Że też nadal to u ciebie wisi - zaśmiała się Sara.
- A dlaczego miałoby to nie wisieć? To ważna dla mnie pamiątka - Määttä przyniósł dwa kubki herbaty z miodem.
- Nie wiem. Tak jakoś zapytałam. - mruknęła.
- Pokłóciłaś się z Laurim?
- Niezupełnie. Po prostu wiem, dlaczego chce mnie odseparować od Forfanga. Mówił ci coś na ten temat?
- Dzwonił wczoraj i powtarzał tylko, że bardzo cię zawiódł. Nie wiem, o co chodzi, ale dawno nie słyszałem tak przygnębionego Forfanga - odrzekł Jarkko. - To znaczy, był przygnębiony codziennie, ale nie aż tak.
- Johann kiedyś spotykał się z Malin, zanim poznał Elise. Podobno ją skrzywdził. Lauri nic mi nie chce powiedzieć.
- Pierniczysz?! - oczy Jarkko niemalże wyszły z orbit. - Że też nic o tym nie wiem.
- A ja czuję teraz taką pustkę. Nie wiem już sama, jak się z tym uporać - Sara przygryzła wargę.
- Spróbuję jakoś pomóc - uśmiechnął się Määttä. - Może zostaniesz u mnie na noc? Pożyczyłem parę filmów od Ville.
Jego policzki natychmiast stały się czerwone, a uśmiech nieśmiały. Takie propozycje nie były niczym nadzwyczajnym. Kilka razy noce spędzała w jego niedużym mieszkaniu, ciesząc się towarzystwem wspaniałego przyjaciela.
- Dobrze, ale zadzwoń do Lauriego. Nie chcę, żeby się martwił.
- Zadzwonię - niespodziewanie cmoknął cię w policzek. - Wszystko będzie w porządku. Obiecuję.
Jego palce błądziły po jej włosach, a ona w końcu poczuła się bezpieczna, w pełni spokojna.
- Dziękuję - wyszeptała, kładąc głowę na jego ramię.
_____
Dla opowiadaniowej trójcy nie był to dobry konkurs, ale co zrobić. Mam tylko nadzieję, że na skoczni dużej będzie lepiej, a Sepp okaże się łaskawszy. Gratulacje dla Rune!
Udało się tu coś wymęczyć i fajnie. Chyba taki impuls, jak dzisiejszy konkurs był mi potrzebny.

czwartek, 5 lutego 2015

Znieczulenie trzecie

coldplay - what if

"Co, gdybyś zdecydowała,
Że nie chcesz mnie mieć przy sobie,
Że nie chcesz mnie w swoim życiu?" 

- Johann, możesz mi coś obiecać? - zapytała ni z gruszki, ni z pietruszki Elise. Jej duże oczy, które wyróżniały się z bladej, zapadniętej, kościstej twarzy uważnie cię lustrowały.
- Słucham, kochanie - powiedziałeś, patrząc jej głęboko w oczy.
- Obiecaj, że ułożysz sobie życie z inną kobietą po mojej śmierci, że będziesz walczył o szczęście.
Zdębiałeś. Oczy natychmiast zaszły ci łzami. Nie spodziewałeś się usłyszenia czegoś takiego z jej ust.
- Elise, ale ty nie umrzesz. - odrzekłeś zdecydowanie - Wyleczysz się, wyjdziesz stąd i już zawsze będziemy razem. Nie umrzesz!
- Przestań! - Elise się rozpłakała - Johann, oboje dobrze wiemy, że jest coraz gorzej. Chemia przestaje dawać rezultaty. Przeszczep szpiku to moja ostatnia szansa, ale nie ma dawcy. Czuję, że to już, że mnie tu niedługo nie będzie. Obiecaj mi to, błagam!
- Nie chcę sobie układać życia bez ciebie - szepnąłeś.
- Wiem. Ale nie możesz cierpieć całe życie. Czas leczy rany, pamiętaj. Będziesz jeszcze szczęśliwy beze mnie.
- Obiecuję. - położyłeś głowę na jej wątłej klatce piersiowej - Ale mnie nie zostawiaj, dobrze?
- Będę twoim Aniołem Stróżem. Nie bój się.
A ty się bałeś, bałeś o jej zdrowie, ale też o siebie. Tak bardzo nie chciałeś, aby jej promienny uśmiech przestał cię witać co rano, aby jej usta przestały błądzić po twojej skórze.
Tak bardzo nie chciałeś jej stracić.

"Co, jeśli pojąłem to źle?
I nie ma poematów i piosenek
Które poprawią moją pomyłkę
Lub sprawią, że poczujesz, iż należę do ciebie"

Zrobiłeś to! Stanąłeś po raz pierwszy na podium Pucharu Świata, byłeś tym trzecim. Stało się w to Kuopio, w miejscu, które przyniosło ci mnóstwo pocieszenia, a przede wszystkim znajomość z Sarą, która z wielką dumą i z nieukrywanym wzruszeniem patrzyła na podium. Na drugim stopniu podium bowiem, dość sensacyjnie, jak ty stanął Lauri, który z wielkim uśmiechem patrzył na rodzimą publiczność, szalejącą z radości. Najwyżej stanął Kamil Stoch, będący zupełnie poza waszym zasięgiem.
Wsłuchawszy się w melodię polskiego hymnu, stwierdziłeś, że to, co wydarzyło się w Kuopio nie było dziełem przypadku. Twoje pierwsze podium, spotkanie z dziewczyną, która sposobem bycia, a nieco też i wyglądem przypominała ci utraconą drugą połowę... To było coś wyjątkowego.
- Spryciula z ciebie, Elise. - wymamrotałeś pod nosem, spoglądając w jasnoszare niebo - Naprawdę spryciula.
Prosto z podium trafiłeś w objęcia swoich kadrowych kolegów i Jarkko, który wyglądał tak, jakby on sam wygrał konkurs.
Niecodziennie bowiem dwóch jego przyjaciół staje razem na podium.
- Gratulacje! Spisałeś się na medal. - zaśmiał się Määttä, poklepując cię po plecach - Na brazowy medal.
- Dzięki, stary. - uśmiechnąłeś się promiennie - To podium jest też dzięki tobie. Gdyby nie ty, nie umiałbym skakać.
- Przestań. To wszystko dzięki twojej silnej woli. Tylko. Gdybyś tego bardzo nie chciał, nigdy byś tego nie dokonał - zaakcentował Fin - Lecę do Lauriego. Cieszy się, jak Anssi widzący polską śliwowicę w Planicy.
Skinąłeś tylko głową, prezentując przy okazji szeroki uśmiech. Odprowadzając Jarkko wzrokiem, gdzieś w oddali zauważyłeś Sarę. Nie wyglądała tak, jak po waszej rozmowie - przerażenie i ból ustąpiło miejsca ogromnej radości. Wtulała się właśnie w tors Lauriego, obcałowując jego policzki i mówiąc, jak bardzo jest z niego dumna.
W tym momencie zakuło cię serce. Nie potrafiłeś zapomnieć jej rozpaczliwego spojrzenia pełnego błagania o pomoc, nie umiałeś zapomnieć o tym, co powiedziała, o tym, że cierpiała tak samo, jak ty. Chciałeś jeszcze raz ją przytulić, jeszcze raz powiedzieć, że jeszcze kiedyś będzie dobrze.
Tylko, że ona zdawała się wiedzieć to lepiej, niż ty.

Siedziałeś w oknie hotelowym, tępo patrząc na skocznię. Twoi kadrowi koledzy za wszelką cenę chcieli cię wyciągnąć na imprezę, jakby totalnie zapomnieli o tym, że kir z twojego serca nie odfrunął i być może nie odfrunie nigdy. Byłeś im wdzięczny za to, że nieustannie ci pomagali, lecz czasami denerwowała cię ich nadgorliwość. Teraz potrzebowałeś chwili samotności.
Spojrzałeś na plastron z numerem trzydziestym siódmym i nagrody za trzecie miejsce w konkursie. Tak bardzo chciałeś, aby Elise rzuciła ci się w ramiona, była przy tobie w tak ważnym dla twojej kariery momencie. Byłeś przekonany o tym, że widziała twoje skoki, że to ona poniosła cię tak daleko. Bolało cię to, że nie widziałeś jej roześmianych oczu, delikatnej czerwieni ust układającej się w uśmiech.
Wciąż nie mogłeś pogodzić się z tym, że ten widok od trzech miesięcy miałeś tylko na zdjęciach.
- Johann, mogę wejść? Przeszkadzam? - usłyszałeś cichy głos Sary.
- Nie. Ty nigdy nie przeszkadzasz - szybko zszedłeś z parapetu i powitałeś ją uśmiechem.
- Chciałam ci pogratulować podium. - zaczęła - To wyjątkowy moment dla sportowca. Nareszcie widziałam prawdziwego ciebie.
- Skąd wiesz, jaki jestem naprawdę?
- Powiedzmy, że wierzę w to, iż człowiek w głębi serca to optymista, który wierzy w to, że mu się uda, cieszy się życiem. Naprawdę, radość tkwi w każdym z nas, ale trzeba umieć ją wydobyć, nawet wtedy, gdy życie niemiłosiernie nas skopie.
- Idealistka z ciebie - stwierdziłeś, patrząc jej w oczy.
- Czy jest coś złego w tym, że wierzę w to, że człowiek z natury jest dobry? - zaśmiała się Asikainen.
- Nie. Pewnie, że nie. To fajne, że ktoś jeszcze wierzy w to, że człowiek nie jest na wskroś zepsuty.
- Bo nie jest. Zło jest nabyte - skwitowała dziewczyna - Jesteś bardzo inteligentny i mądry. Elise miała szczęście. Na pewno to doceniała.
- Nie wiem. - otarłeś pospiesznie łzę - Czuję, że mogłem zrobić dla niej więcej, znacznie więcej.
- Rozumiesz przez to, że nie pozwoliłbyś jej umrzeć? - zapytała Sara - Forfang, może ciężko ci to będzie zrozumieć, ale po prostu nadszedł jej czas. Chemia, przeszczep nie pomogły. A niepozwalanie na spokojną śmierć to najgorsze świństwo, jakie może być. Elise na tę śmierć była przygotowana od początku choroby, tak zrozumiałam z tego, co mówiłeś, a ty do końca nie dopuszczałeś tego, że może jej nie być.
- Bo ja nie chciałem żyć bez niej, nie chciałem być sam.
- Nie jesteś sam, Johann. Możesz czuć się samotny, ale nigdy nie jesteś sam.
- Ja już nie wiem, co mam zrobić. Jest źle. Bardzo źle.
- Daj sobie czas. Po prostu.
Wyszliście na spacer. Grube płatki śniegu spadały na wasze głowy, a otaczająca was cisza była muzyką dla uszu i paradoksalnie nie była pustką. Patrzyłeś uważnie na twarz Sary, która wyrażała lekkie zdenerwowanie.
- Mam nadzieję, że Lauri się tu nie przypałęta. - mruknęła po chwili.
- Dlaczego?
- Nie powinnam ci o tym mówić.
- Chcę, żebyś była ze mną szczera, ok?
- Lauri nas widział, gdy rozmawialiśmy w tym lobby. Okropnie się zdenerwował. Zrobił mi małą awanturę, powiedział, że nie chce nas nigdy więcej razem widzieć. Potem niby mnie przeprosił za impulsywność, ale przy tym podkreślił, że zdania nie zmienił. Żeby była jasność - chcę się nadal z tobą spotykać.
- Tylko co ja zrobiłem, że on ma takie nastawienie?
- Uważa, że na pewno mnie skrzywdzisz. Tylko tyle powiedział.
- W sumie to nie dziwię mu się - westchnąłeś głośno.
- Słucham?!
- Może pomyśleć, że śmierć odcisnęła zbyt wielkie piętno na mnie, bym mógł się z tobą spotykać.
- Ale mnie to nie obchodzi - odrzekła Sara. - Pomimo że znamy się od bardzo niedawna, czuję się dobrze w twoim towarzystwie. Bardzo dobrze.
- Ja też - westchnąłeś.
Spojrzeliście w dal, gdzie spostrzegliście zbliżającą się sylwetkę Lauriego. Minę miał wyraźnie niezadowoloną, a jego dłonie były zaciśnięte w pięści. W jego oczach kryło się coś spokrewnionego ze wściekłością, a spojrzeniem mierzył zdziwionego ciebie.
- Sara, do cholery! Co ja ci mówiłem? - warknął Asikainen, chwytając lekko nadgarstek Sary.
- A co mówiłam ci ja? Jestem pełnoletnia i być może o tym nie wiesz, ale mam prawo spotykać się z kim chcę.
- Być może o tym nie wiesz, ale w każdej chwili mogę odesłać cię do domu i akurat z Forfangiem nie będziesz się spotykać, jeśli chcesz nadal jeździć na zawody - syknął ze złością.
- Dlaczego ty mi to robisz?
- Bo zachowujesz się jak małe dziecko. Jesteś nieodpowiedzialna!
- Nieodpowiedzialna?! Bo z nim rozmawiam?! - krzyknęła.
- Czemu masz mnie za kalekę emocjonalną? - zapytałeś nagle ze spokojem. 
- Rozmowy się nie przerywa, nie wiesz o tym? - mruknął Lauri - Nie ufam ci, Forfang. Dobrze wiesz, dlaczego.
Spojrzałeś głęboko w oczy Lauriego. Prócz wściekłości wyczułeś także strach, strach o jego siostrę.
Miał podstawy, by się bać. Zanim poznałeś Elise, nie mogłeś chlubić się tym, co robiłeś. Na koncie miałeś kilka osób, które skrzywdziłeś. Być może za szybko kazano ci dorosnąć, a ty nie potrafiłeś sobie z tym poradzić. Nie wiedziałeś jednak, co wspólnego ma z tym brat Sary. Czy był, może jest blisko z kimś z nich?
- No, panie Forfang, może pan się pochwali, kto był tuż przed Elise?! - krzyknął.

"Co, jeśli powinnaś zdecydować,
Że nie chcesz mnie mieć przy sobie,
Że nie chcesz mnie w swoim życiu?"

- Elise, dziękuję - zacząłeś, trzymając ją za dłoń.
- Ale za co? - wychrypiała twoja ukochana.
- Za to, że mnie nie odrzuciłaś. Nie wyobrażam sobie tego, że miałabyś przez to wszystko przechodzić sama.
- Johann, nie chciałam niszczyć ci życia. Jak na razie krążysz między domem, skocznią a szpitalem. Nie powinno tak być.
- Powinno, skarbie. Powinno tak być - pocałowałeś ją w policzek - Jeśli kogoś się bardzo kocha, to jest się przy nim bez względu na wszystko. 
- Może i tak - westchnęła.
- Jesteś już bardzo zmęczona. Pójdę już.
- Nie, zostań - podniosła lekko głos - Zostań, proszę.
- Zostanę, jeśli tylko chcesz.
- Wiesz, przez te półtora roku tak bardzo się zmieniłeś. Dojrzałeś. Jestem z ciebie dumna. Taki Johann to skarb.
- Przestań - spuściłeś wzrok - Zrozumiałem, że uczucia drugiego człowieka są równie ważne, a może nawet ważniejsze od moich. Po prostu.
Położyłeś głowę na jej poduszce. Po policzkach Elise płynęły łzy wzruszenia. Opuszką palca błądziła po twoich policzkach.
- Tak pięknie się uśmiechasz - szepnęła.

__________________________________
Bo Johann został Mistrzem Świata Juniorów i zachciało mi się zrobić z niego człowieka, który pomimo młodego wieku popełnił już parę poważnych błędów.
I żeby Lauri "mógł pobawić się" z bycie odpowiedzialnym starszym bratem. Dlatego ten rozdział wygląda tak, jak wygląda.
Pozdrawiam!

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Znieczulenie drugie

linkin park - roads untraveled

"Nie płacz za nieprzebytymi drogami
Nie płacz za porzuconymi ścieżkami
Ponieważ za każdym zakrętem
Jest długi, ślepy koniec
To najgorszy rodzaj bólu, jaki znam"


- Johann, idź już do domu! Jesteś bardzo zmęczony - powiedziała półszeptem Elise.
Wyglądała jak obraz nędzy i rozpaczy. Jej zapadnięte policzki podkreślały zmęczenie przyjmowaniem kolejnej już chemii. Widać, że fizycznie brakuje jej sił, jednak ona za wszelką cenę nie chciała się poddać. Było wprawdzie coraz gorzej, ale obiecaliście sobie, że gdy tylko pokona białaczkę, weźmiecie ze sobą ślub. Na jej wątłych dłoniach błyszczał pierścionek zaręczynowy. Cieszyłeś się z tego, że nie dałeś się ponieść emocjom, jakim poddała się Eli podczas zerwania z tobą i zawalczyłeś o nią.
Kochałeś ją najmocniej na świecie i nie wyobrażałeś sobie tego, że miałoby jej kiedykolwiek nie być.
- Eli, skarbie, nie jestem zmęczony - próbowałeś ukryć to, że Morfeusz za wszelką cenę chciał cię zabrać - Chcę być tu przy tobie.
- I tak zbyt wiele rzeczy przeze mnie zaniedbujesz. Naprawdę musisz odpocząć - Elise z całych sił ścisnęła twoją dłoń. A tych sił miała naprawdę mało.
- No dobrze, jak chcesz. Do zobaczenia - westchnąłeś. Delikatnie ucałowałeś jej twarz i żegnając ją uśmiechem, wyszedłeś.
Ile można jednak udawać silnego? Ile można bawić się w twardziela? Usiadłeś na krześle i zacząłeś żałośnie płakać. Słyszeli to wszyscy, ale nie obchodziło cię to. Musiałeś wypłakać całą bezradność, bezsilność.
- Niech pan nie płacze. Ona z tego wyjdzie, walczy - uśmiechnęła się pielęgniarka, która się nią opiekowała.
- Czasami nawet najtwardsza walka nie pomaga, pani Eckhoff - odrzekłeś - Dlaczego ja? Dlaczego powoli tracę osobę, która jest dla mnie najważniejsza? Jesteśmy tacy młodzi.
- Pamiętaj, że Bóg nie daje ciężaru, którego nie jesteś w stanie udźwignąć. Silny z ciebie chłopak.
- Ja nie chcę się z nią żegnać.
- Ona będzie żyć zawsze. O tu, w twoim sercu - położyła rękę na klatce piersiowej.

Obudziłeś się zlany potem. Od kilkunastu nocy budzisz się przerażony tym, co ci się śniło. 
A śni ci się śmierć Elise. Chciałbyś tak bardzo zapomnieć o tym, jak wielki ból raz po raz zadawało jej umieranie, a tak bardzo tego nie potrafisz.
Maleńką ulgę poczułeś dopiero wtedy, gdy twoje spierzchnięte usta spotkały się z wodą mineralną i gdy spojrzałeś, że Tande bardzo spokojnie, miarowo oddychając, spał na łóżku obok.
- Elise, nie chciałem się z tobą żegnać - szepnąłeś, patrząc na jej fotografię.
- Co tam mamroczesz? - usłyszałeś zaspany głos Daniela.
- Nic, nic.
- Ty nadal sądzisz, że psycholog nie jest ci potrzebny?
- Sam już nie wiem - westchnąłeś - Może i jest.
- Pewnie, że jest - odpowiedział Tande - Stary, nie bój się prosić o pomoc, nigdy. A teraz spróbuj zasnąć.
- Spróbuję - ułożyłeś się na lodowatej poduszce.

Kuopio kryło się za niezbyt gęstą mgłą, a szarawe chmury wcale nie zwiastowały śniegu. Z grymasem, który miał służyć za uśmiech przyszedłeś do pomieszczenia skoczków. Zauważyłeś Jarkko, którego aż roznosiła energia. Nie dziwiłeś mu się - bardzo chciał się pokazać przed swoją publicznością.
Zaskakujące było to, że nieustannie łapałeś się na tym, iż wśród widowni wypatrywałeś Sary. Ta dziewczyna bardzo cię zaintrygowała i bardzo chciałeś ją poznać.
Może dlatego, że tak bardzo przypominała ci Elise?
- Czego ty tak szukałeś wzrokiem, gdy szedłeś na skocznię? - z rozmyślań wyrwał cię głos Jarkko.
- Sary.
- Bujasz! - Finowi zabłysnęły oczy - Chyba wracasz do świata żywych duchem.
- Strasznie przypomina mi Elise.
- Tylko dlatego chcesz się z nią skontaktować? - mina Määttä wyraźnie zrzedła.
- Nie, nie! - oscentacyjnie pomachałeś dłońmi - Po prostu mnie zainteresowała.
- Johann, mam jedną prośbę. Nie skrzywdź jej. Ona i tak wiele przeszła w swoim życiu. Ty też nie zasługujesz na nieudaną próbę odbudowy swojego życia - szepnął Jarkko z powagą
- Wiem. Ja to wszystko wiem.
- Mam nadzieję.
Twój towarzysz głośno westchnął, jakby zrzucał z siebie balast obaw. Wiedziałeś, że Sara jest tak samo ważna dla niego, jak ty.
Być może nawet ważniejsza. Sposób, jaki o niej mówił, na to wskazywał. Mówił o niej tak, jakby była aniołem. Może nie do końca aniołem, bo otwarcie mówił o jej wadach, ale znacznie więcej czasu poświęcał jej zaletom.
Z całą pewnością mogłeś powiedzieć, że Määttä beznadziejnie się nią zauroczył i że za wszelką cenę nie chciał, abyś to wyczuł. Ty jednak przez ostatnie półtora roku, gdy krążyłeś pomiędzy domem, skocznią a szpitalem nauczyłeś się zauważać to, czego zazwyczaj nie widzą inni.
To, co jest najważniejsze.

Zasiadłeś na belce. Lekko przymknąłeś oczy i uśmiechnąłeś się sam do siebie. Skoki sprawiały, że poniekąd byłeś bliżej Elise, bliżej nieba. Na progu zostawiałeś zaś wszystko to, co tak mocno się cię dręczyło.
Ruszyłeś w długą drogę w dół, odbiłeś się od progu, a potem uniosłeś się w powietrze. Delikatny wiatr pod narty muskał twoją twarz. Mijałeś kolejne metry, aż twoje nogi telemarkiem spotkały się z zeskokiem.
Wylądowałeś daleko, gdzieś w okolicy sto trzydziestego metra. Alexander Stoeckl nieco zaskoczony, ale zadowolony spojrzał na odległość. Skoczyłeś dokładnie sto trzydzieści jeden metrów.
Z nieukrywanym zadowoleniem poszedłeś w stronę domku Norwegów. Po raz pierwszy od dawna poczułeś się lekko, jakby ktoś wszczepił w twoje serce to, czego bardzo ci brakowało - nadzieję. Nadzieję na to, że kiedyś w końcu będzie chociaż trochę lepiej.
- Znowu się spotykamy, panie Forfang.
Miękki, radosny głos zmroził cię na wskroś. Szukana przez ciebie osoba była w zupełnie nieoczekiwanym przez ciebie miejscu. Poniekąd nie powinno jej tu być. A może to tylko twoje pragnienia, aby patrzyła na to, jak skaczesz?
Cholera, chyba dopada cię to samo, co Jarkko, chociaż dalej jesteście sobie nieznajomi.
- Znowu, panno Asikainen. Miło cię widzieć - uśmiechnąłeś się - Co ty tu w ogóle robisz?
- Byłam na chwilę u Lauriego, wiesz, wsparcie i tak dalej - policzki Sary delikatnie się zarumieniły - Widzę, że jesteś w lepszym humorze, niż wtedy.
- Powiedzmy, że moje skoki poprawiły mi nastrój.
- I powiedzmy, że jest coś, przez co cierpisz. Słaby z ciebie aktor.
Dziewczyna bardzo cię zaskoczyła. Nie sądziłeś, że zauważa to samo, co ty. Nie myślałeś też, że aż tak mocno widać to, co czujesz.
- Cierpię - stwierdziłeś dobitnie - Mocno.
- Może chcesz się pożalić? - zapytała Sara.
- Nie jestem kobietą.
- Nawet facet nie ze wszystkim sobie radzi. To nie jest powód do wstydu.
Znowu miała rację, ty po prostu udawałeś, że tak znakomicie sobie radzisz. Naprawdę miałeś ochotę zabarykadować się w pobliżu koła podbiegunowego, żebyś mógł się wypłakać tak, jak należy.
- A jeśli powiem, że czasami mam ochotę się rozpłakać, to wyśmiejesz mnie?
- Nie wyśmieję. Chcesz się rozpłakać? Zrób to! Ci wszyscy mądrzy mówią, że łzy niczego nie zmieniają. A one robią tak cholernie wiele. Oczyszczają duszę - powiedziała poważnym tonem - To jak, idziemy na herbatę?
- Chodźmy.
To niesamowite, jak szybko drobna blondynka zdobyła ziarno twojego zaufania. 

- Więc co cię tak dręczy? - zapytała, gdy usiedliście przy stoliku w lobby hotelowym.
- Straciłem kogoś, kto był całym moim światem. Ciężko mi o tym mówić. Miała na imię Elise, bardzo ją kochałem, wiązałem z nią plany na przyszłość. A los mi ją zabrał. Zmarła na białaczkę trzy miesiące temu- po twoich policzkach płynęły łzy.
- Wiesz, że ja też straciłam ważną dla mnie osobę? - westchnęła nerwowo Asikainen - Miał na imię Mico. Ja i Lauri przyjaźniliśmy się z nim od dzieciństwa. Dorastaliśmy razem, wspólnie przeżywaliśmy sukcesy i porażki. Któregoś dnia pokazał nam swoje pierwsze auto, nieco rozgruchotane, ale on uważał, że jest naprawdę piękne i ma ze sto pięćdziesiąt koni mechanicznych. Kilka godzin później zadzwonili do nas jego rodzice, zapłakani. Powiedzieli, że Mico uderzył w drzewo i zginął na miejscu, a z jego pięknego samochodu została tylko kupa blachy. To stało dokładnie piętnaście miesięcy i dwadzieścia dni temu.
Bez słowa przysunąłeś się do niej i przytuliłeś ją. Oboje płakaliście jak dzieci, a jej łzy moczyły twoją koszulkę.
- Johann, my musimy żyć dalej. I Mico, i Elise nie chcieliby, abyśmy ciągle płakali.
- Wiem. Tak mi źle bez niej.
- Damy radę, Forfang. Poradzimy sobie. Ona ci pomoże z nieba, nigdy cię nie zostawi.
Spojrzałeś Sarze głęboko w oczy i przytuliłeś ją jeszcze mocniej, chcąc ją ochronić przed załamaniem.
Bo ona tą rozmową uchroniła cię przed poddaniem się demonom jeszcze głębszej rozpaczy.

"Nie płacz za nieprzebytymi drogami
Nie płacz za nieujrzanymi miejscami
Twoja miłość może trwać wiecznie
A jeśli potrzebujesz przyjaciela
Jest miejsce tutaj, u mego boku"

________
Jestem z nowością!
Dużo razy się wzruszałam, gdy pisałam ten rozdział, przypominało mi się wiele rzeczy. Narodziło się coś takiego, coś, co mam nadzieję pokazuje, że warto doceniać to, co mamy.
Warto też posłuchać piosenki z początku rozdziału - piękna melodia z pięknym tekstem.
Pozdrawiam!

czwartek, 22 stycznia 2015

Znieczulenie pierwsze

coma - sto tysięcy jednakowych miast

- To koniec, Johann. Nie możemy być razem.
Ze zdumieniem upuściłeś kubek z parującą herbatą, która kilka sekund później płynęła po podłodze.
- Dlaczego? - próbowałeś spokojnie zapytać. Bardzo bałeś się tego, co powie.
- Jestem chora. Mam białaczkę.
Elise zaczęła płakać. Podszedłeś do niej i lekko zbliżyłeś jej głowę do swojej klatki piersiowej.
- Przejdziemy przez to razem - łzy wielkości grochu zjawiły się na twoich policzkach - Pozbędziemy się tego świństwa.
- Nie będziemy się niczego pozbywać - krzyknęła żałośnie - Jesteś za młody na to, by przesiadywać w szpitalu, czekać na wyrok lekarzy. Oboje jesteśmy na to za młodzi, ale muszę stawić temu czoła. Unieszczęśliwię cię. A ja cię kocham i chcę, abyś był szczęśliwy.
- Nie odchodź. Nie będę szczęśliwy bez ciebie.
- Będziesz, kochanie. Tak bardzo siebie nienawidzę za to, że jestem chora.
Pocałowała cię prawdopodobnie po raz ostatni. Smakowała cię, pospiesznie bieżyła po fakturze twoich ust, chcąc ją zapamiętać.
A ty jedynie pragnąłeś zachorować za nią, zabrać od niej to, co powoli miało ją zabijać.

"Tylko błagam, nie załamuj rąk!
Chroni nas Bóg!"

Za każdym razem, gdy patrzysz w lustro widzisz bezradnego siebie, którego ostatnimi czasy tak po prostu znienawidziłeś. Nie potrafisz znieść swojego widoku. Pozornie wszystko układa ci się wspaniale, ale czujesz pustkę.
Pustkę, która powinna być wypełniona jej uśmiechem.
Jej nie ma już od trzech miesięcy. Umierała, bardzo cierpiąc, jednak ty byłeś przy niej, choć ona tego nie chciała. Umierała na twoich oczach, a ostatnie tchnienie wydała, trzymając cię za dłoń.
Kiedy lekarze wyprowadzali cię z sali, krzyczałeś i płakałeś na przemian. Wpadłeś w szał, szukajac pierwszej lepszej rzeczy, która pomogłaby ci umierać z nią.
Nie chciałeś niczego innego, prócz śmierci. Po kilku minutach, odurzony środkami uspokającymi, tępo patrzyłeś w szpitalną ścianę, jakby śmierć Elise była ci zupełnie obojętna. Tak samo było podczas pogrzebu. Znów naszprycowali cię tym tak, że kiedy trumna z jej ciałem znalazła się w mogile, nie płakałeś. Miałeś wielki żal do wszystkich, że nie pozwolili ci wyć z rozpaczy.
- Forfang, wiem, że tam jesteś! Otwieraj! - i znowu Määttä. Postawił sobie za cel pomóc ci uporać się z cierpieniem, które dręczy cię prawie od półtora roku, odkąd Elise była chora. Sam nie wiesz, kiedy i dlaczego się zaprzyjaźniliście. Być może dlatego, że między wami było zaledwie kilka miesięcy różnicy.
- Już otwieram - mruknąłeś, podchodząc do drzwi i delikatnie chwyciłeś klamkę.
- Chłopie, Stöckl cię szuka, lepiej się zbieraj - Jarkko wpadł do pokoju jak huragan.
- Mhm, tak, już się zbieram.
- Johann, proszę cię. Zaraz... Co ja ci mówiłem na ten temat? - Fin spojrzał na leżące na komodzie zdjęcie Elise. Uśmiechniętej, szczęśliwej Elise.
- Wiem. Mam nie oglądać jej zdjęć przed konkursami - odpowiedziałeś lekceważąco - A w ogóle czego chce ode mnie trener?
- Powiedział, że jak przyjdziesz, to się dowiesz i że to jest coś, co ma ci pomóc.
- Wcale mnie nie ciekawi, co oni tam dla mnie mają. Nie chcę tam iść.
- Pójdziesz, choćby Velta miał cię nosić na swoich żółwich plecach.
- Jarkko, ale ja nie potrzebuję pomocy.
- Mam iść po Lauriego albo, jeszcze lepiej, po Tande?
- Dobra, nie musisz, pójdę.

Nie chciałeś słyszeć o żadnej pomocy. Nie chciałeś obarczać nikogo swoim cierpieniem. Wystarczy, że miałeś wyrzuty sumienia, bo zbyt mocno wciągnąłeś w swoje problemy niewinnego Jarkko. Wolałeś zamknąć się w sobie i opłakiwać w samotności bezmiar straty.
W asyście Fina niepewnym krokiem szedłeś w kierunku pokoju Stöckla. Słyszałeś dwa głosy. Nieśmiało zapukałeś do drzwi i gestem dłoni poprosileś, aby Määttä czekał na ciebie na korytarzu.
- Trenerze, co... - zacząłeś. Zabrakło ci słów, gdy zobaczyłeś, kto obok niego siedzi.
- Jak dobrze cię widzieć! - usłyszałeś Daniela, swojego starszego brata. Natychmiast rzuciłeś się w jego ramiona.
- Strasznie mi ciebie brakowało - powiedziałeś cicho.
- Siadaj, młody. Mamy ci coś do zakomunikowania.
- Johann - zaczał trener Stöckl - Widzimy, że nie radzisz sobie z tym, co się stało. Chcemy zaproponować ci współpracę z psychologiem
- Ale ja nie potrzebuję pomocy - lekko podniosłeś głos.
- A ja widzę, co się z tobą dzieje - odrzekł trener - Jesteś poza wszystkim, zupełnie oderwany od rzeczywistości. Cud, że w takich okolicznościach skaczesz całkiem dobrze. Współpraca z psychologiem mogłaby ci pomóc uporać się z przeszłością. Wiem, że to brzmi dla ciebie absurdalnie, ale chociaż spróbuj.
- Spróbuję - opowiedziałeś, napotykając błagający wzrok swojego brata.
Nie wierzyłeś w żadnym razie w to, że sesje z psychologiem w jakikolwiek sposób ci pomogą. Pomóc mogłaby ci tylko wieść o tym, że Elise zmartchwychwstała, że jej śmierć była tylko prowakacją. Ty pragnąłeś jedynie wieści o tym, że żyje i zaraz znajdzie się w twoich ramionach.
- I co? - z rozmyślań wyrwała cię ciekawość Jarkko.
- Stöckl chce, abym zaczął spotykać się z psychologiem.
- Przecież to znakomity pomysł! - prawie wykrzyknął Määttä - Zgodziłeś się?
- A miałem wyjście? Nie chcę, ale mu... Kobieto, jak ty łazisz?!
Właśnie leżałeś w śniegu z blondwłosą dziewczyną, której malinowe usta układały się w życzliwy, przepraszający uśmiech. Jarkko wręcz dusił się ze śmiechu.
- Bardzo przepraszam - spuściła wzrok w dół, a jej policzki pokryły się rumieńcem.
- Wstawaj. Nie chcę mieć cię na sumieniu, jeśli będziesz leżeć w szpitalu na zapalenie płuc.
Szpital. Jak ty nienawidzileś tego słowa. Ile się w nim i przez niego wycierpiałeś. To właśnie wśród tych białych ścian umarła druga połowa ciebie.
- Dzięki za pomoc - dziewczyna pospiesznie otrzepała się z białego puchu - Tak w ogóle to jestem Sara. Sara Asikainen.
- Siostra Lauriego - dodał dumnie Jarkko.
Spojrzałeś uważnie na twarz nowo poznanej Sary. Rzeczywiście, z całą pewnością była do twojego kolegi po fachu bardzo podobna. Ich spojrzenia były tak samo rozmarzone, a uśmiechy tak samo serdeczne, chociaż w przypadku jej brata nieczęste. Ale Sara była dużo ładniejsza i miała chociaż włosy. Długie i całkiem ładne blond włosy.
Tak samo jak Elise.
- Johann Andre Forfang, miło mi.
- Wiem, kim jesteś - zaśmiała się dziewczyna, po czym dodała nieco poważniej - Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy. Lecę i... jeszcze raz przepraszam.
Pomachała wam nieśmiało, a Jarkko przesłała całusa, na co Fin zareagował z cichym śmiechem.
- Ona jest zupełnie inna, niż Lauri - zaczął po chwili Määttä - On jest cichy i spokojny, jej zaś jest wszędzie pełno. Wesoła dziewczyna. Bardzo ją lubię.
- No, całkiem... miła - ledwo przeszło ci to przez gardło. Po śmierci Elise nie miałeś nic do czynienia z żadną dziewczyną. Czułeś się tak, jakbyś przed chwilą ją zdradził, choć ona przed śmiercią poprosiła cię o to, byś ułożył sobie życie w przyszłości z kimś innym.
- Ej, to nic złego, że rozmawiałeś z dziewczyną.
- Wiem, ale dziwnie mi z tym - mruknąłeś - Jarkko, ona ci się podoba?
- Nie to, że podoba. Po prostu lubię ją, ale bardziej, niż inne dziewczyny.
- Jasne, jasne - westchnąłeś - Wiesz, że w taki sam sposób poznałem Elise?
Määttä wybałuszył oczy.
- Opowiadaj! To nie może być przypadek, że w ten sam sposób poznałeś Sarę!

Tande postanowił, że musicie koniecznie odwiedzić nowy klub w centrum Trondheim. Nie za bardzo miałeś na to ochotę, jednak z braku laku postanowiłeś sie tam przejść i dotrzymać towarzystwa Danielowi. Był już pełnoletni, więc mógł kupować alkohol zarówno sobie, jak i tobie
- Ciekawe, czy będzie dużo dziewczyn - zastanawiał się głośno twój towarzysz.
- Na pewno, jak to w soboty - mruknąłeś.
Weszliście do nowoczesnego budynku. Wokół was było mnóstwo dośc skąpo ubranych dziewcząt, umięśnionych facetów. Klub tętnił życiem, a Daniel, którego poniosła wyobraźnia, poszedl ganiać za pięknościami.
- Dziewczyno, jak ty chodzisz?! - nagle wpadła na ciebie bardzo ładna dziewczyna, która wbiła wzrok w twoją twarz, a jej wargi delikatnie uniosły się do góry. W efekcie tego leżała na tobie, a wasze buzie niebezpiecznie zbliżyły się do siebie- Pomogę ci wstać.
- Dziękuję - powiedziała wesoło - Mam na imię Elise, a ty?
- Johann. Chcesz może napić się ze mną drinka? - zapytałeś nieśmiało. Dziewczyna zrobiła na tobie niemałe wrażenie.
- Chętnie - mocno chwyciła cię za dłoń i zaprowadziła do baru.
Tak zaczęły się najpiękniejsze dwa i pół roku twojego życia.

"Nauczyłem się umierać w sobie
Nauczyłem się ukrywać cały strach"
_______
Cierpień młodego Forfanga pierwotnie nie miało być w ogóle. To efekt Blue Monday, na pewno (stąd ten depresyjny nastrój).
Nie mogłam się powstrzymać.