depeche mode - heaven /coldplay - fix you
"Kiedy te łzy spływają po twojej twarzy
Kiedy tracisz coś, czego nie możesz niczym zastąpić
Kiedy kogoś kochasz, ale wszystko idzie na marne
Czy mogłoby być gorzej?"
- Johann, to chyba już - wydusiła z siebie ciężko Elise. - Chyba przyszedł na mnie czas.
- Nie mów tak, proszę - przełknąłeś łzę.
Było źle, bardzo źle, chociaż oboje ze sobą o tym nie rozmawialiście. Elise była na granicy życia i śmierci. Chcieliście cieszyć się ostatnimi wspólnymi chwilami, chociaż ciężko mówić o radości, skoro została przeniesiona do hospicjum, do miejsca, w którym nie ma się złudzeń, nie ma się nadziei, do miejsca, w którym dostaje się prędki pocałunek śmierci, do miejsca, w którym się chce odejść w znośny sposób, bez bólu, do miejsca, w którym widmo śmierci jest czymś normalnym, zbyt normalnym.
Miejsca, w którym mieszały się ze sobą ból i ukojenie.
- To nieuniknione - powiedziała Elise spokojnie.
- Boję się, boję się zostać sam - wyszeptałeś.
- Nie zostaniesz sam. Masz tyle osób, które bardzo cię kochają. Poradzisz sobie - odrzekła twoja róża, róża, która więdła. - Nie będziesz sam.
Zamknąłeś oczy, aby zatrzymać łzy. Usiłowałeś się pogodzić z tym, co Elise uświadamiała ci od dłuższego czasu, lecz było to zbyt trudne. To ona przywróciła ci wiarę w to, że kiedyś może być lepiej, inaczej.
Czułeś, że tracisz swój sens życia. Miłość. Miłość, według pewnej polskiej piosenki, upokarza jak hazard swoją grą i trzeba czasu, by móc ją zrozumieć i dojrzeć do niej. Tobie, dzięki twojemu promieniowi słońca, jak lubiłeś ją nazywać, udawało się to.
- Kochanie - zaczęła Elise - chciałabym ci podziękować. To ty sprawiłeś, że moje życie stało się piękniejsze. Pamiętaj o tym, że zawsze będę przy tobie. Niczego nie żałuję. Jesteś najwspanialszym mężczyzną i pewnego dnia będziesz prawdziwie szczęśliwy. Spotkamy się za jakiś czas. Korzystaj z życia. Nie bój się trudu.
Zamknęła oczy, a aparatura zaczęła wydawać nieznośny, tak niechciany dźwięk.
Pierwsze spotkanie w klubie.
- Elise, obudź się!
Pierwsze spotkanie waszych dłoni podczas spaceru, pierwszy pocałunek.
- Elise!
Warto było. Warto było żyć waszą miłością.
- Elise...
Histerycznie się rozpłakałeś. Nawet nie czułeś, jak lekarze wyprowadzają cię z sali.
- Zostawcie mnie! Chcę być razem z nią! Chcę umrzeć!
- Zgon nastąpił o dwunastej czterdzieści dziewięć. Proszę zapisać.
To nie tak miało być. Śmierć nie miała ci nikogo zabierać.
"Kiedy robisz, co w twojej mocy, ale nie osiągasz celu
Kiedy dostajesz to, co chcesz, ale nie to, co potrzebujesz
Kiedy czujesz się taki zmęczony, ale nie możesz spać
Utknąłeś we wstecznym biegu"
Pierwsza spokojna noc od dawna chyliła się ku zakończeniu. Na zegarku widniała godzina szósta czterdzieści, a egipskie ciemności otulały świat. Obok Sary delikatnie pochrapywał Jarkko, a telewizor był wciąż włączony.
Nie mogła przestać myśleć o Johannie. Chciała z nim szczerze porozmawiać, wysłuchać wyjaśnień. Wiedziała, że na pewno będzie jej miał wiele do powiedzenia.
- Uduszę kiedyś tego palanta, jak narty kocham - mruknęła, gdy chwyciwszy za telefon, przypomniała sobie o tym, że jej brat postanowił porządzić jej telefonem, a właściwie kontaktami i usunąć numer do Forfanga.
- Co tam mówisz? - wymamrotał Jarkko.
- Nic takiego - odrzekła Sara. - Planuję zabójstwo Lauriego.
- A, ten numer. Mogłaś mnie o niego poprosić, Sherlocku - Määtta lustrował ją zaspanym wzrokiem. - Podaj mi to dzieło techniki.
Wystukał dziewięć, tak bardzo istotnych, cyfr. Dziewięć cyfr, które miały pomój w wyjaśnieniu wszystkiego.
- Jedziesz do Trondheim? - zapytał, podając telefon.
- Nie wiem - mruknęła Sara. - Lauri twierdzi, że powinnam pomyśleć nad egzaminami wstępnymi na studia. Wiesz, uważa, że zrobiłam sobie zbyt długą przerwę.
- Przesadza.
- To samo mu powiedziałam.
Jarkko głośno westchnął. Uważał Lauriego za swojego przyjaciela, jednak czasem po prostu go nie rozumiał jego postępowania. Czasami wobec Sary zachowywał się, jak ojciec, zapominając, że Sara nie ma już dziesięciu lat. Wszystko nasiliło się, odkąd w wypadku samochodowym zginął Mico - uznał wtedy, że jego siostra potrzebuje znacznie więcej opieki.
- Spróbuję go jakoś przekonać, żebyś pojechała - uśmiechnął się Määtta po chwili.
- Dziękuję! - Sara rzuciła mu się na szyję i mocno przytuliła, obdarzając jego policzki całusami.
- Nie masz za co - pogładził jej włosy.
On dla niej zrobiłby wszystko. Z miłości zrobiłoby się wiele, nawet głupot.
Kilka godzin później Sara siedziała już w samolocie fińskich linii lotniczych do Trondheim. Obok niej cicho pochrapywał Jarkko. Spojrzała na Lauriego, który żartował z Janne, a Harri jak opętany pokazywał im zdjęcia swojego synka, który rósł jak na drożdżach.
To nieprawda, że Janne śmiał się rzadko. Robił to często, nawet bardzo często, ale w otoczeniu rodziny i serdecznych przyjaciół, z którymi mógł porozmawiać o wszystkim.
Na pewno śmiał się częściej od Sary.
- Wszystko w porządku? - zapytał nagle zaspanym głosem Jarkko.
- Tak. Chyba - odrzekła Asikainen. - A ty nie śpisz za długo?
- Każda okazja do spania jest dobra - uśmiechnął się Määttä. - Ty też powinnaś pospać.
- Nie mam ochoty. Zaraz lądujemy.
Gdy twoja stopa stanęła na norweskiej ziemi, myślała tylko o tym, by zadzwonić do Forfanga i jak najszybciej się z nim spotkać. Musiała go przeprosić. Musiała mu powiedzieć, że bardzo jej zależy na kontaktach z nim.
Nie czekała. Odnalazła jego numer w książce telefonicznej i wcisnęła zieloną słuchawkę. Nadeszły jedne z najdłuższych sekund w jej życiu.
- Matko, Sara, jak dobrze, że dzwonisz! - powiedział z marszu Johann. - Chciałbym cię przeprosić.
- Też muszę ci wyjaśnić parę rzeczy - odpowiedziała Asikainen. - Chciałabym się spotkać.
- Powiedz tylko, o której dotrzesz do hotelu?
- Jakoś za godzinę.
- Będę czekał.
Żadne słowa nie opiszą tego, jak wielką czuła ulgę. Poczuła też przypływ sił. Nie miała zamiaru pozwolić na to, by Lauri swoją podejrzliwością zerwał nić porozumienia, jaka utworzyła się pomiędzy nią a Johannem.
Nie podda się tak łatwo.
Kochałeś Trondheim. Było to jedno z niewielu miejsc, w którym czułeś się bezpiecznie. Norweskie powietrze przyjemnie łechtało twoje nozdrza, a myśl, że zaraz zobaczysz się z Sarą, sprawiała, że serce skakało ci radośnie, a motyle w brzuchu trzepotały skrzydłami.
- Johann, odwróć się.
Zobaczyłeś ją. Ubrana w niezbyt ciepłą kurtkę w szkocką kratkę i czarny komin, zwracająca uwagę stabilizatorem na kolanie obdarzyła cię tak pięknym i promiennym uśmiechem, jak podczas waszego pierwszego spotkania.
Niewiele myśląc, złapałeś ją za rękę i pobiegłeś z nią do kawiarenki położonej nieopodal skoczni.
- Kondycja już nie ta - zaśmiała się, poprawiając stabilizator.
- Trzeba nad nią popracować - odrzekłeś. - Masz ochotę na coś słodkiego? Ja stawiam!
- Nie, dziękuję - zarumieniła się. - Chciałabym cię przeprosić za zachowanie Lauriego.
- Szczerze? Zachowywałbym się tak samo. To ja postąpiłem jak skończony idiota. Bardzo cię za to przepraszam. To nie powinno tak się potoczyć.
- Miałeś prawo to przede mną ukrywać. Nie wiedziałeś o tym, kim dla mnie jest Malin, znaliśmy się zbyt krótko - odpowiedziała Sara. - Lenny z "Simpsonów" mówił, że każdy popełnia błędy, dlatego na ołówkach są gumki do mazania. Masz szansę to naprawić. Ważne, że wyciągnąłeś wnioski.
- Chciałbym ją przeprosić. Nagrzeszyłem - uśmiechnąłeś się nikle.
- Coś wymyślę, spróbuję doprowadzić do waszego spotkania.
- Dziękuję ci. Opowiedz mi więcej o sobie - zacząłeś ni z gruszki, ni z pietruszki. - Wiem o wypadku i o tym, że jesteś biegaczką narciarską.
- Byłam. Johann, ja już nią nie jestem. Przez to - Sara wskazała na swoje kolano. - Choć tęsknię za tym sportem. Brązowe medale mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich w sprincie ciągle przypominają mi o tym, że mogłam być w życiu kimś.
- Ale już jesteś kimś. Jesteś dobra, szlachetna. Całe życie przed tobą - szepnąłeś zaskoczony. - Chyba powinienem najpierw poczytać o tobie na Wikipedii. Niejeden dwudziestolatek marzy o takich osiągnięciach.
- Przestań - machnęła ręką. - Skłamałabym, gdybym powiedziała, że te medale nie mają dla mnie znaczenia, bo mają i to ogromne, ale nimi porządził przypadek. Zwykły przypadek. W Sochi zwłaszcza.
- Nie mów tak. To szczęście. A szczęście połączone z formą daje niesamowite efekty. Czyli przez kolano nie biegasz?
- Tak - zaczęła. - Przed Finałem Pucharu Świata zerwałam więzadła krzyżowe i przednie. Dwie operacje i wyrok lekarzy. To "niech pani próbuje wrócić, ale nie dajemy pani wielkich szans" było najgorszym, co mogłam w tamtej sytuacji usłyszeć. Spróbowałam. Ale kolano bolało niemiłosiernie. Teraz nie ma już sensu wracać.
- Ty, siłaczka, poddajesz się? Nie dałaś sobie kolejnej szansy?
- Żadna ze mnie siłaczka - mruknęła. - Ale nawet siłacze się poddają. Wiedzą, kiedy zejść ze sceny.
- Wierzę, że dałabyś radę - powiedziałeś zrezygnowwany. - A tak pozasportowo?
- Kiedy zaczęłam zabierać ołówki z Ikei i rysować nimi po szkolnych zeszytach, rodzice zauważyli, że mam jakiś tam talent. Poszłam na Akademię Sztuk Pięknych, ale przerwałam naukę po śmierci Mico i zerwaniu więzadła. Potrzebowałam urlopu, odpoczynku.
- Pokażesz mi kiedyś swoje dzieła?
- Może - opowiedziała ci zdawkowo Sara. - A ty? Jak wygląda twoje życie pozasportowo?
- Studiuję wychowanie fizyczne. Mało ambitnie - zacząłeś z mimowolnym uśmiechem. - Moim hobby są wypady z Tande, z którego drę łacha, bo ma lęk wysokości. To znaczy były, bo po śmierci Elise...
- Załamałeś się - dokończyła Asikainen.
- Tak. To dobre określenie. Załamałem się - westchnąłeś.
- Johann, chciałabym, żebyś wiedział, że masz we mnie wsparcie. Pomogę ci. Nie będziesz z tym sam - powiedziała Sara zdecydowanym głosem.
- Przepraszam cię. Za wszystko - podszedłeś do niej i przytuliłeś ją.
Po raz pierwszy od kilku miesięcy poczułeś, że zaczyna ci na czymkolwiek, kimkolwiek zależeć. Po raz pierwszy od kilku miesięcy chciałeś się uwolnić od rozpaczy. Po raz pierwszy od kilku miesięcy chciałeś zaszczepić w swoim życiu ziarenko radości.
Może jeszcze nie wszystko stracone?
"Światło zaprowadzi cię do domu
I wznieci ogień w twoich kościach
A ja spróbuję cię naprawić"
_____
Tęskniłam za pisaniem tu.
Wena nie przychodziła długo, aż nareszcie pogodziła się ze mną i wróciła, mam nadzieję na dłużej.
Życzę wam wesołych, radosnych (i bezśnieżnych!) świąt! Cieszcie się rodziną i wolnym czasem!
PS. Chętnie zabiorę ten śnieg.
PS2. Depeche Mode jest tu od czapy. Zupełnie od czapy.