poniedziałek, 26 stycznia 2015

Znieczulenie drugie

linkin park - roads untraveled

"Nie płacz za nieprzebytymi drogami
Nie płacz za porzuconymi ścieżkami
Ponieważ za każdym zakrętem
Jest długi, ślepy koniec
To najgorszy rodzaj bólu, jaki znam"


- Johann, idź już do domu! Jesteś bardzo zmęczony - powiedziała półszeptem Elise.
Wyglądała jak obraz nędzy i rozpaczy. Jej zapadnięte policzki podkreślały zmęczenie przyjmowaniem kolejnej już chemii. Widać, że fizycznie brakuje jej sił, jednak ona za wszelką cenę nie chciała się poddać. Było wprawdzie coraz gorzej, ale obiecaliście sobie, że gdy tylko pokona białaczkę, weźmiecie ze sobą ślub. Na jej wątłych dłoniach błyszczał pierścionek zaręczynowy. Cieszyłeś się z tego, że nie dałeś się ponieść emocjom, jakim poddała się Eli podczas zerwania z tobą i zawalczyłeś o nią.
Kochałeś ją najmocniej na świecie i nie wyobrażałeś sobie tego, że miałoby jej kiedykolwiek nie być.
- Eli, skarbie, nie jestem zmęczony - próbowałeś ukryć to, że Morfeusz za wszelką cenę chciał cię zabrać - Chcę być tu przy tobie.
- I tak zbyt wiele rzeczy przeze mnie zaniedbujesz. Naprawdę musisz odpocząć - Elise z całych sił ścisnęła twoją dłoń. A tych sił miała naprawdę mało.
- No dobrze, jak chcesz. Do zobaczenia - westchnąłeś. Delikatnie ucałowałeś jej twarz i żegnając ją uśmiechem, wyszedłeś.
Ile można jednak udawać silnego? Ile można bawić się w twardziela? Usiadłeś na krześle i zacząłeś żałośnie płakać. Słyszeli to wszyscy, ale nie obchodziło cię to. Musiałeś wypłakać całą bezradność, bezsilność.
- Niech pan nie płacze. Ona z tego wyjdzie, walczy - uśmiechnęła się pielęgniarka, która się nią opiekowała.
- Czasami nawet najtwardsza walka nie pomaga, pani Eckhoff - odrzekłeś - Dlaczego ja? Dlaczego powoli tracę osobę, która jest dla mnie najważniejsza? Jesteśmy tacy młodzi.
- Pamiętaj, że Bóg nie daje ciężaru, którego nie jesteś w stanie udźwignąć. Silny z ciebie chłopak.
- Ja nie chcę się z nią żegnać.
- Ona będzie żyć zawsze. O tu, w twoim sercu - położyła rękę na klatce piersiowej.

Obudziłeś się zlany potem. Od kilkunastu nocy budzisz się przerażony tym, co ci się śniło. 
A śni ci się śmierć Elise. Chciałbyś tak bardzo zapomnieć o tym, jak wielki ból raz po raz zadawało jej umieranie, a tak bardzo tego nie potrafisz.
Maleńką ulgę poczułeś dopiero wtedy, gdy twoje spierzchnięte usta spotkały się z wodą mineralną i gdy spojrzałeś, że Tande bardzo spokojnie, miarowo oddychając, spał na łóżku obok.
- Elise, nie chciałem się z tobą żegnać - szepnąłeś, patrząc na jej fotografię.
- Co tam mamroczesz? - usłyszałeś zaspany głos Daniela.
- Nic, nic.
- Ty nadal sądzisz, że psycholog nie jest ci potrzebny?
- Sam już nie wiem - westchnąłeś - Może i jest.
- Pewnie, że jest - odpowiedział Tande - Stary, nie bój się prosić o pomoc, nigdy. A teraz spróbuj zasnąć.
- Spróbuję - ułożyłeś się na lodowatej poduszce.

Kuopio kryło się za niezbyt gęstą mgłą, a szarawe chmury wcale nie zwiastowały śniegu. Z grymasem, który miał służyć za uśmiech przyszedłeś do pomieszczenia skoczków. Zauważyłeś Jarkko, którego aż roznosiła energia. Nie dziwiłeś mu się - bardzo chciał się pokazać przed swoją publicznością.
Zaskakujące było to, że nieustannie łapałeś się na tym, iż wśród widowni wypatrywałeś Sary. Ta dziewczyna bardzo cię zaintrygowała i bardzo chciałeś ją poznać.
Może dlatego, że tak bardzo przypominała ci Elise?
- Czego ty tak szukałeś wzrokiem, gdy szedłeś na skocznię? - z rozmyślań wyrwał cię głos Jarkko.
- Sary.
- Bujasz! - Finowi zabłysnęły oczy - Chyba wracasz do świata żywych duchem.
- Strasznie przypomina mi Elise.
- Tylko dlatego chcesz się z nią skontaktować? - mina Määttä wyraźnie zrzedła.
- Nie, nie! - oscentacyjnie pomachałeś dłońmi - Po prostu mnie zainteresowała.
- Johann, mam jedną prośbę. Nie skrzywdź jej. Ona i tak wiele przeszła w swoim życiu. Ty też nie zasługujesz na nieudaną próbę odbudowy swojego życia - szepnął Jarkko z powagą
- Wiem. Ja to wszystko wiem.
- Mam nadzieję.
Twój towarzysz głośno westchnął, jakby zrzucał z siebie balast obaw. Wiedziałeś, że Sara jest tak samo ważna dla niego, jak ty.
Być może nawet ważniejsza. Sposób, jaki o niej mówił, na to wskazywał. Mówił o niej tak, jakby była aniołem. Może nie do końca aniołem, bo otwarcie mówił o jej wadach, ale znacznie więcej czasu poświęcał jej zaletom.
Z całą pewnością mogłeś powiedzieć, że Määttä beznadziejnie się nią zauroczył i że za wszelką cenę nie chciał, abyś to wyczuł. Ty jednak przez ostatnie półtora roku, gdy krążyłeś pomiędzy domem, skocznią a szpitalem nauczyłeś się zauważać to, czego zazwyczaj nie widzą inni.
To, co jest najważniejsze.

Zasiadłeś na belce. Lekko przymknąłeś oczy i uśmiechnąłeś się sam do siebie. Skoki sprawiały, że poniekąd byłeś bliżej Elise, bliżej nieba. Na progu zostawiałeś zaś wszystko to, co tak mocno się cię dręczyło.
Ruszyłeś w długą drogę w dół, odbiłeś się od progu, a potem uniosłeś się w powietrze. Delikatny wiatr pod narty muskał twoją twarz. Mijałeś kolejne metry, aż twoje nogi telemarkiem spotkały się z zeskokiem.
Wylądowałeś daleko, gdzieś w okolicy sto trzydziestego metra. Alexander Stoeckl nieco zaskoczony, ale zadowolony spojrzał na odległość. Skoczyłeś dokładnie sto trzydzieści jeden metrów.
Z nieukrywanym zadowoleniem poszedłeś w stronę domku Norwegów. Po raz pierwszy od dawna poczułeś się lekko, jakby ktoś wszczepił w twoje serce to, czego bardzo ci brakowało - nadzieję. Nadzieję na to, że kiedyś w końcu będzie chociaż trochę lepiej.
- Znowu się spotykamy, panie Forfang.
Miękki, radosny głos zmroził cię na wskroś. Szukana przez ciebie osoba była w zupełnie nieoczekiwanym przez ciebie miejscu. Poniekąd nie powinno jej tu być. A może to tylko twoje pragnienia, aby patrzyła na to, jak skaczesz?
Cholera, chyba dopada cię to samo, co Jarkko, chociaż dalej jesteście sobie nieznajomi.
- Znowu, panno Asikainen. Miło cię widzieć - uśmiechnąłeś się - Co ty tu w ogóle robisz?
- Byłam na chwilę u Lauriego, wiesz, wsparcie i tak dalej - policzki Sary delikatnie się zarumieniły - Widzę, że jesteś w lepszym humorze, niż wtedy.
- Powiedzmy, że moje skoki poprawiły mi nastrój.
- I powiedzmy, że jest coś, przez co cierpisz. Słaby z ciebie aktor.
Dziewczyna bardzo cię zaskoczyła. Nie sądziłeś, że zauważa to samo, co ty. Nie myślałeś też, że aż tak mocno widać to, co czujesz.
- Cierpię - stwierdziłeś dobitnie - Mocno.
- Może chcesz się pożalić? - zapytała Sara.
- Nie jestem kobietą.
- Nawet facet nie ze wszystkim sobie radzi. To nie jest powód do wstydu.
Znowu miała rację, ty po prostu udawałeś, że tak znakomicie sobie radzisz. Naprawdę miałeś ochotę zabarykadować się w pobliżu koła podbiegunowego, żebyś mógł się wypłakać tak, jak należy.
- A jeśli powiem, że czasami mam ochotę się rozpłakać, to wyśmiejesz mnie?
- Nie wyśmieję. Chcesz się rozpłakać? Zrób to! Ci wszyscy mądrzy mówią, że łzy niczego nie zmieniają. A one robią tak cholernie wiele. Oczyszczają duszę - powiedziała poważnym tonem - To jak, idziemy na herbatę?
- Chodźmy.
To niesamowite, jak szybko drobna blondynka zdobyła ziarno twojego zaufania. 

- Więc co cię tak dręczy? - zapytała, gdy usiedliście przy stoliku w lobby hotelowym.
- Straciłem kogoś, kto był całym moim światem. Ciężko mi o tym mówić. Miała na imię Elise, bardzo ją kochałem, wiązałem z nią plany na przyszłość. A los mi ją zabrał. Zmarła na białaczkę trzy miesiące temu- po twoich policzkach płynęły łzy.
- Wiesz, że ja też straciłam ważną dla mnie osobę? - westchnęła nerwowo Asikainen - Miał na imię Mico. Ja i Lauri przyjaźniliśmy się z nim od dzieciństwa. Dorastaliśmy razem, wspólnie przeżywaliśmy sukcesy i porażki. Któregoś dnia pokazał nam swoje pierwsze auto, nieco rozgruchotane, ale on uważał, że jest naprawdę piękne i ma ze sto pięćdziesiąt koni mechanicznych. Kilka godzin później zadzwonili do nas jego rodzice, zapłakani. Powiedzieli, że Mico uderzył w drzewo i zginął na miejscu, a z jego pięknego samochodu została tylko kupa blachy. To stało dokładnie piętnaście miesięcy i dwadzieścia dni temu.
Bez słowa przysunąłeś się do niej i przytuliłeś ją. Oboje płakaliście jak dzieci, a jej łzy moczyły twoją koszulkę.
- Johann, my musimy żyć dalej. I Mico, i Elise nie chcieliby, abyśmy ciągle płakali.
- Wiem. Tak mi źle bez niej.
- Damy radę, Forfang. Poradzimy sobie. Ona ci pomoże z nieba, nigdy cię nie zostawi.
Spojrzałeś Sarze głęboko w oczy i przytuliłeś ją jeszcze mocniej, chcąc ją ochronić przed załamaniem.
Bo ona tą rozmową uchroniła cię przed poddaniem się demonom jeszcze głębszej rozpaczy.

"Nie płacz za nieprzebytymi drogami
Nie płacz za nieujrzanymi miejscami
Twoja miłość może trwać wiecznie
A jeśli potrzebujesz przyjaciela
Jest miejsce tutaj, u mego boku"

________
Jestem z nowością!
Dużo razy się wzruszałam, gdy pisałam ten rozdział, przypominało mi się wiele rzeczy. Narodziło się coś takiego, coś, co mam nadzieję pokazuje, że warto doceniać to, co mamy.
Warto też posłuchać piosenki z początku rozdziału - piękna melodia z pięknym tekstem.
Pozdrawiam!

czwartek, 22 stycznia 2015

Znieczulenie pierwsze

coma - sto tysięcy jednakowych miast

- To koniec, Johann. Nie możemy być razem.
Ze zdumieniem upuściłeś kubek z parującą herbatą, która kilka sekund później płynęła po podłodze.
- Dlaczego? - próbowałeś spokojnie zapytać. Bardzo bałeś się tego, co powie.
- Jestem chora. Mam białaczkę.
Elise zaczęła płakać. Podszedłeś do niej i lekko zbliżyłeś jej głowę do swojej klatki piersiowej.
- Przejdziemy przez to razem - łzy wielkości grochu zjawiły się na twoich policzkach - Pozbędziemy się tego świństwa.
- Nie będziemy się niczego pozbywać - krzyknęła żałośnie - Jesteś za młody na to, by przesiadywać w szpitalu, czekać na wyrok lekarzy. Oboje jesteśmy na to za młodzi, ale muszę stawić temu czoła. Unieszczęśliwię cię. A ja cię kocham i chcę, abyś był szczęśliwy.
- Nie odchodź. Nie będę szczęśliwy bez ciebie.
- Będziesz, kochanie. Tak bardzo siebie nienawidzę za to, że jestem chora.
Pocałowała cię prawdopodobnie po raz ostatni. Smakowała cię, pospiesznie bieżyła po fakturze twoich ust, chcąc ją zapamiętać.
A ty jedynie pragnąłeś zachorować za nią, zabrać od niej to, co powoli miało ją zabijać.

"Tylko błagam, nie załamuj rąk!
Chroni nas Bóg!"

Za każdym razem, gdy patrzysz w lustro widzisz bezradnego siebie, którego ostatnimi czasy tak po prostu znienawidziłeś. Nie potrafisz znieść swojego widoku. Pozornie wszystko układa ci się wspaniale, ale czujesz pustkę.
Pustkę, która powinna być wypełniona jej uśmiechem.
Jej nie ma już od trzech miesięcy. Umierała, bardzo cierpiąc, jednak ty byłeś przy niej, choć ona tego nie chciała. Umierała na twoich oczach, a ostatnie tchnienie wydała, trzymając cię za dłoń.
Kiedy lekarze wyprowadzali cię z sali, krzyczałeś i płakałeś na przemian. Wpadłeś w szał, szukajac pierwszej lepszej rzeczy, która pomogłaby ci umierać z nią.
Nie chciałeś niczego innego, prócz śmierci. Po kilku minutach, odurzony środkami uspokającymi, tępo patrzyłeś w szpitalną ścianę, jakby śmierć Elise była ci zupełnie obojętna. Tak samo było podczas pogrzebu. Znów naszprycowali cię tym tak, że kiedy trumna z jej ciałem znalazła się w mogile, nie płakałeś. Miałeś wielki żal do wszystkich, że nie pozwolili ci wyć z rozpaczy.
- Forfang, wiem, że tam jesteś! Otwieraj! - i znowu Määttä. Postawił sobie za cel pomóc ci uporać się z cierpieniem, które dręczy cię prawie od półtora roku, odkąd Elise była chora. Sam nie wiesz, kiedy i dlaczego się zaprzyjaźniliście. Być może dlatego, że między wami było zaledwie kilka miesięcy różnicy.
- Już otwieram - mruknąłeś, podchodząc do drzwi i delikatnie chwyciłeś klamkę.
- Chłopie, Stöckl cię szuka, lepiej się zbieraj - Jarkko wpadł do pokoju jak huragan.
- Mhm, tak, już się zbieram.
- Johann, proszę cię. Zaraz... Co ja ci mówiłem na ten temat? - Fin spojrzał na leżące na komodzie zdjęcie Elise. Uśmiechniętej, szczęśliwej Elise.
- Wiem. Mam nie oglądać jej zdjęć przed konkursami - odpowiedziałeś lekceważąco - A w ogóle czego chce ode mnie trener?
- Powiedział, że jak przyjdziesz, to się dowiesz i że to jest coś, co ma ci pomóc.
- Wcale mnie nie ciekawi, co oni tam dla mnie mają. Nie chcę tam iść.
- Pójdziesz, choćby Velta miał cię nosić na swoich żółwich plecach.
- Jarkko, ale ja nie potrzebuję pomocy.
- Mam iść po Lauriego albo, jeszcze lepiej, po Tande?
- Dobra, nie musisz, pójdę.

Nie chciałeś słyszeć o żadnej pomocy. Nie chciałeś obarczać nikogo swoim cierpieniem. Wystarczy, że miałeś wyrzuty sumienia, bo zbyt mocno wciągnąłeś w swoje problemy niewinnego Jarkko. Wolałeś zamknąć się w sobie i opłakiwać w samotności bezmiar straty.
W asyście Fina niepewnym krokiem szedłeś w kierunku pokoju Stöckla. Słyszałeś dwa głosy. Nieśmiało zapukałeś do drzwi i gestem dłoni poprosileś, aby Määttä czekał na ciebie na korytarzu.
- Trenerze, co... - zacząłeś. Zabrakło ci słów, gdy zobaczyłeś, kto obok niego siedzi.
- Jak dobrze cię widzieć! - usłyszałeś Daniela, swojego starszego brata. Natychmiast rzuciłeś się w jego ramiona.
- Strasznie mi ciebie brakowało - powiedziałeś cicho.
- Siadaj, młody. Mamy ci coś do zakomunikowania.
- Johann - zaczał trener Stöckl - Widzimy, że nie radzisz sobie z tym, co się stało. Chcemy zaproponować ci współpracę z psychologiem
- Ale ja nie potrzebuję pomocy - lekko podniosłeś głos.
- A ja widzę, co się z tobą dzieje - odrzekł trener - Jesteś poza wszystkim, zupełnie oderwany od rzeczywistości. Cud, że w takich okolicznościach skaczesz całkiem dobrze. Współpraca z psychologiem mogłaby ci pomóc uporać się z przeszłością. Wiem, że to brzmi dla ciebie absurdalnie, ale chociaż spróbuj.
- Spróbuję - opowiedziałeś, napotykając błagający wzrok swojego brata.
Nie wierzyłeś w żadnym razie w to, że sesje z psychologiem w jakikolwiek sposób ci pomogą. Pomóc mogłaby ci tylko wieść o tym, że Elise zmartchwychwstała, że jej śmierć była tylko prowakacją. Ty pragnąłeś jedynie wieści o tym, że żyje i zaraz znajdzie się w twoich ramionach.
- I co? - z rozmyślań wyrwała cię ciekawość Jarkko.
- Stöckl chce, abym zaczął spotykać się z psychologiem.
- Przecież to znakomity pomysł! - prawie wykrzyknął Määttä - Zgodziłeś się?
- A miałem wyjście? Nie chcę, ale mu... Kobieto, jak ty łazisz?!
Właśnie leżałeś w śniegu z blondwłosą dziewczyną, której malinowe usta układały się w życzliwy, przepraszający uśmiech. Jarkko wręcz dusił się ze śmiechu.
- Bardzo przepraszam - spuściła wzrok w dół, a jej policzki pokryły się rumieńcem.
- Wstawaj. Nie chcę mieć cię na sumieniu, jeśli będziesz leżeć w szpitalu na zapalenie płuc.
Szpital. Jak ty nienawidzileś tego słowa. Ile się w nim i przez niego wycierpiałeś. To właśnie wśród tych białych ścian umarła druga połowa ciebie.
- Dzięki za pomoc - dziewczyna pospiesznie otrzepała się z białego puchu - Tak w ogóle to jestem Sara. Sara Asikainen.
- Siostra Lauriego - dodał dumnie Jarkko.
Spojrzałeś uważnie na twarz nowo poznanej Sary. Rzeczywiście, z całą pewnością była do twojego kolegi po fachu bardzo podobna. Ich spojrzenia były tak samo rozmarzone, a uśmiechy tak samo serdeczne, chociaż w przypadku jej brata nieczęste. Ale Sara była dużo ładniejsza i miała chociaż włosy. Długie i całkiem ładne blond włosy.
Tak samo jak Elise.
- Johann Andre Forfang, miło mi.
- Wiem, kim jesteś - zaśmiała się dziewczyna, po czym dodała nieco poważniej - Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy. Lecę i... jeszcze raz przepraszam.
Pomachała wam nieśmiało, a Jarkko przesłała całusa, na co Fin zareagował z cichym śmiechem.
- Ona jest zupełnie inna, niż Lauri - zaczął po chwili Määttä - On jest cichy i spokojny, jej zaś jest wszędzie pełno. Wesoła dziewczyna. Bardzo ją lubię.
- No, całkiem... miła - ledwo przeszło ci to przez gardło. Po śmierci Elise nie miałeś nic do czynienia z żadną dziewczyną. Czułeś się tak, jakbyś przed chwilą ją zdradził, choć ona przed śmiercią poprosiła cię o to, byś ułożył sobie życie w przyszłości z kimś innym.
- Ej, to nic złego, że rozmawiałeś z dziewczyną.
- Wiem, ale dziwnie mi z tym - mruknąłeś - Jarkko, ona ci się podoba?
- Nie to, że podoba. Po prostu lubię ją, ale bardziej, niż inne dziewczyny.
- Jasne, jasne - westchnąłeś - Wiesz, że w taki sam sposób poznałem Elise?
Määttä wybałuszył oczy.
- Opowiadaj! To nie może być przypadek, że w ten sam sposób poznałeś Sarę!

Tande postanowił, że musicie koniecznie odwiedzić nowy klub w centrum Trondheim. Nie za bardzo miałeś na to ochotę, jednak z braku laku postanowiłeś sie tam przejść i dotrzymać towarzystwa Danielowi. Był już pełnoletni, więc mógł kupować alkohol zarówno sobie, jak i tobie
- Ciekawe, czy będzie dużo dziewczyn - zastanawiał się głośno twój towarzysz.
- Na pewno, jak to w soboty - mruknąłeś.
Weszliście do nowoczesnego budynku. Wokół was było mnóstwo dośc skąpo ubranych dziewcząt, umięśnionych facetów. Klub tętnił życiem, a Daniel, którego poniosła wyobraźnia, poszedl ganiać za pięknościami.
- Dziewczyno, jak ty chodzisz?! - nagle wpadła na ciebie bardzo ładna dziewczyna, która wbiła wzrok w twoją twarz, a jej wargi delikatnie uniosły się do góry. W efekcie tego leżała na tobie, a wasze buzie niebezpiecznie zbliżyły się do siebie- Pomogę ci wstać.
- Dziękuję - powiedziała wesoło - Mam na imię Elise, a ty?
- Johann. Chcesz może napić się ze mną drinka? - zapytałeś nieśmiało. Dziewczyna zrobiła na tobie niemałe wrażenie.
- Chętnie - mocno chwyciła cię za dłoń i zaprowadziła do baru.
Tak zaczęły się najpiękniejsze dwa i pół roku twojego życia.

"Nauczyłem się umierać w sobie
Nauczyłem się ukrywać cały strach"
_______
Cierpień młodego Forfanga pierwotnie nie miało być w ogóle. To efekt Blue Monday, na pewno (stąd ten depresyjny nastrój).
Nie mogłam się powstrzymać.