linkin park - roads untraveled
"Nie płacz za nieprzebytymi drogami
Nie płacz za porzuconymi ścieżkami
Ponieważ za każdym zakrętem
Jest długi, ślepy koniec
To najgorszy rodzaj bólu, jaki znam"
- Johann, idź już do domu! Jesteś bardzo zmęczony - powiedziała półszeptem Elise.
Wyglądała jak obraz nędzy i rozpaczy. Jej zapadnięte policzki podkreślały zmęczenie przyjmowaniem kolejnej już chemii. Widać, że fizycznie brakuje jej sił, jednak ona za wszelką cenę nie chciała się poddać. Było wprawdzie coraz gorzej, ale obiecaliście sobie, że gdy tylko pokona białaczkę, weźmiecie ze sobą ślub. Na jej wątłych dłoniach błyszczał pierścionek zaręczynowy. Cieszyłeś się z tego, że nie dałeś się ponieść emocjom, jakim poddała się Eli podczas zerwania z tobą i zawalczyłeś o nią.
Kochałeś ją najmocniej na świecie i nie wyobrażałeś sobie tego, że miałoby jej kiedykolwiek nie być.
- Eli, skarbie, nie jestem zmęczony - próbowałeś ukryć to, że Morfeusz za wszelką cenę chciał cię zabrać - Chcę być tu przy tobie.
- I tak zbyt wiele rzeczy przeze mnie zaniedbujesz. Naprawdę musisz odpocząć - Elise z całych sił ścisnęła twoją dłoń. A tych sił miała naprawdę mało.
- I tak zbyt wiele rzeczy przeze mnie zaniedbujesz. Naprawdę musisz odpocząć - Elise z całych sił ścisnęła twoją dłoń. A tych sił miała naprawdę mało.
- No dobrze, jak chcesz. Do zobaczenia - westchnąłeś. Delikatnie ucałowałeś jej twarz i żegnając ją uśmiechem, wyszedłeś.
Ile można jednak udawać silnego? Ile można bawić się w twardziela? Usiadłeś na krześle i zacząłeś żałośnie płakać. Słyszeli to wszyscy, ale nie obchodziło cię to. Musiałeś wypłakać całą bezradność, bezsilność.
- Niech pan nie płacze. Ona z tego wyjdzie, walczy - uśmiechnęła się pielęgniarka, która się nią opiekowała.
- Czasami nawet najtwardsza walka nie pomaga, pani Eckhoff - odrzekłeś - Dlaczego ja? Dlaczego powoli tracę osobę, która jest dla mnie najważniejsza? Jesteśmy tacy młodzi.
- Pamiętaj, że Bóg nie daje ciężaru, którego nie jesteś w stanie udźwignąć. Silny z ciebie chłopak.
- Ja nie chcę się z nią żegnać.
- Ona będzie żyć zawsze. O tu, w twoim sercu - położyła rękę na klatce piersiowej.
Obudziłeś się zlany potem. Od kilkunastu nocy budzisz się przerażony tym, co ci się śniło.
A śni ci się śmierć Elise. Chciałbyś tak bardzo zapomnieć o tym, jak wielki ból raz po raz zadawało jej umieranie, a tak bardzo tego nie potrafisz.
Maleńką ulgę poczułeś dopiero wtedy, gdy twoje spierzchnięte usta spotkały się z wodą mineralną i gdy spojrzałeś, że Tande bardzo spokojnie, miarowo oddychając, spał na łóżku obok.
- Elise, nie chciałem się z tobą żegnać - szepnąłeś, patrząc na jej fotografię.
- Co tam mamroczesz? - usłyszałeś zaspany głos Daniela.
- Nic, nic.
- Ty nadal sądzisz, że psycholog nie jest ci potrzebny?
- Sam już nie wiem - westchnąłeś - Może i jest.
- Pewnie, że jest - odpowiedział Tande - Stary, nie bój się prosić o pomoc, nigdy. A teraz spróbuj zasnąć.
- Spróbuję - ułożyłeś się na lodowatej poduszce.
Kuopio kryło się za niezbyt gęstą mgłą, a szarawe chmury wcale nie zwiastowały śniegu. Z grymasem, który miał służyć za uśmiech przyszedłeś do pomieszczenia skoczków. Zauważyłeś Jarkko, którego aż roznosiła energia. Nie dziwiłeś mu się - bardzo chciał się pokazać przed swoją publicznością.
Zaskakujące było to, że nieustannie łapałeś się na tym, iż wśród widowni wypatrywałeś Sary. Ta dziewczyna bardzo cię zaintrygowała i bardzo chciałeś ją poznać.
Może dlatego, że tak bardzo przypominała ci Elise?
- Czego ty tak szukałeś wzrokiem, gdy szedłeś na skocznię? - z rozmyślań wyrwał cię głos Jarkko.
- Sary.
- Bujasz! - Finowi zabłysnęły oczy - Chyba wracasz do świata żywych duchem.
Może dlatego, że tak bardzo przypominała ci Elise?
- Czego ty tak szukałeś wzrokiem, gdy szedłeś na skocznię? - z rozmyślań wyrwał cię głos Jarkko.
- Sary.
- Bujasz! - Finowi zabłysnęły oczy - Chyba wracasz do świata żywych duchem.
- Strasznie przypomina mi Elise.
- Tylko dlatego chcesz się z nią skontaktować? - mina Määttä wyraźnie zrzedła.
- Nie, nie! - oscentacyjnie pomachałeś dłońmi - Po prostu mnie zainteresowała.
- Johann, mam jedną prośbę. Nie skrzywdź jej. Ona i tak wiele przeszła w swoim życiu. Ty też nie zasługujesz na nieudaną próbę odbudowy swojego życia - szepnął Jarkko z powagą
- Wiem. Ja to wszystko wiem.
- Mam nadzieję.
Twój towarzysz głośno westchnął, jakby zrzucał z siebie balast obaw. Wiedziałeś, że Sara jest tak samo ważna dla niego, jak ty.
Być może nawet ważniejsza. Sposób, jaki o niej mówił, na to wskazywał. Mówił o niej tak, jakby była aniołem. Może nie do końca aniołem, bo otwarcie mówił o jej wadach, ale znacznie więcej czasu poświęcał jej zaletom.
Z całą pewnością mogłeś powiedzieć, że Määttä beznadziejnie się nią zauroczył i że za wszelką cenę nie chciał, abyś to wyczuł. Ty jednak przez ostatnie półtora roku, gdy krążyłeś pomiędzy domem, skocznią a szpitalem nauczyłeś się zauważać to, czego zazwyczaj nie widzą inni.
To, co jest najważniejsze.
Zasiadłeś na belce. Lekko przymknąłeś oczy i uśmiechnąłeś się sam do siebie. Skoki sprawiały, że poniekąd byłeś bliżej Elise, bliżej nieba. Na progu zostawiałeś zaś wszystko to, co tak mocno się cię dręczyło.
Ruszyłeś w długą drogę w dół, odbiłeś się od progu, a potem uniosłeś się w powietrze. Delikatny wiatr pod narty muskał twoją twarz. Mijałeś kolejne metry, aż twoje nogi telemarkiem spotkały się z zeskokiem.
Wylądowałeś daleko, gdzieś w okolicy sto trzydziestego metra. Alexander Stoeckl nieco zaskoczony, ale zadowolony spojrzał na odległość. Skoczyłeś dokładnie sto trzydzieści jeden metrów.
Z nieukrywanym zadowoleniem poszedłeś w stronę domku Norwegów. Po raz pierwszy od dawna poczułeś się lekko, jakby ktoś wszczepił w twoje serce to, czego bardzo ci brakowało - nadzieję. Nadzieję na to, że kiedyś w końcu będzie chociaż trochę lepiej.
- Znowu się spotykamy, panie Forfang.
Miękki, radosny głos zmroził cię na wskroś. Szukana przez ciebie osoba była w zupełnie nieoczekiwanym przez ciebie miejscu. Poniekąd nie powinno jej tu być. A może to tylko twoje pragnienia, aby patrzyła na to, jak skaczesz?
Cholera, chyba dopada cię to samo, co Jarkko, chociaż dalej jesteście sobie nieznajomi.
- Znowu, panno Asikainen. Miło cię widzieć - uśmiechnąłeś się - Co ty tu w ogóle robisz?
- Byłam na chwilę u Lauriego, wiesz, wsparcie i tak dalej - policzki Sary delikatnie się zarumieniły - Widzę, że jesteś w lepszym humorze, niż wtedy.
- Powiedzmy, że moje skoki poprawiły mi nastrój.
- I powiedzmy, że jest coś, przez co cierpisz. Słaby z ciebie aktor.
Dziewczyna bardzo cię zaskoczyła. Nie sądziłeś, że zauważa to samo, co ty. Nie myślałeś też, że aż tak mocno widać to, co czujesz.
- Cierpię - stwierdziłeś dobitnie - Mocno.
- Może chcesz się pożalić? - zapytała Sara.
- Nie jestem kobietą.
- Nawet facet nie ze wszystkim sobie radzi. To nie jest powód do wstydu.
Znowu miała rację, ty po prostu udawałeś, że tak znakomicie sobie radzisz. Naprawdę miałeś ochotę zabarykadować się w pobliżu koła podbiegunowego, żebyś mógł się wypłakać tak, jak należy.
- A jeśli powiem, że czasami mam ochotę się rozpłakać, to wyśmiejesz mnie?
- Nie wyśmieję. Chcesz się rozpłakać? Zrób to! Ci wszyscy mądrzy mówią, że łzy niczego nie zmieniają. A one robią tak cholernie wiele. Oczyszczają duszę - powiedziała poważnym tonem - To jak, idziemy na herbatę?
- Chodźmy.
To niesamowite, jak szybko drobna blondynka zdobyła ziarno twojego zaufania.
- Wiem. Ja to wszystko wiem.
- Mam nadzieję.
Twój towarzysz głośno westchnął, jakby zrzucał z siebie balast obaw. Wiedziałeś, że Sara jest tak samo ważna dla niego, jak ty.
Być może nawet ważniejsza. Sposób, jaki o niej mówił, na to wskazywał. Mówił o niej tak, jakby była aniołem. Może nie do końca aniołem, bo otwarcie mówił o jej wadach, ale znacznie więcej czasu poświęcał jej zaletom.
Z całą pewnością mogłeś powiedzieć, że Määttä beznadziejnie się nią zauroczył i że za wszelką cenę nie chciał, abyś to wyczuł. Ty jednak przez ostatnie półtora roku, gdy krążyłeś pomiędzy domem, skocznią a szpitalem nauczyłeś się zauważać to, czego zazwyczaj nie widzą inni.
To, co jest najważniejsze.
Zasiadłeś na belce. Lekko przymknąłeś oczy i uśmiechnąłeś się sam do siebie. Skoki sprawiały, że poniekąd byłeś bliżej Elise, bliżej nieba. Na progu zostawiałeś zaś wszystko to, co tak mocno się cię dręczyło.
Ruszyłeś w długą drogę w dół, odbiłeś się od progu, a potem uniosłeś się w powietrze. Delikatny wiatr pod narty muskał twoją twarz. Mijałeś kolejne metry, aż twoje nogi telemarkiem spotkały się z zeskokiem.
Wylądowałeś daleko, gdzieś w okolicy sto trzydziestego metra. Alexander Stoeckl nieco zaskoczony, ale zadowolony spojrzał na odległość. Skoczyłeś dokładnie sto trzydzieści jeden metrów.
Z nieukrywanym zadowoleniem poszedłeś w stronę domku Norwegów. Po raz pierwszy od dawna poczułeś się lekko, jakby ktoś wszczepił w twoje serce to, czego bardzo ci brakowało - nadzieję. Nadzieję na to, że kiedyś w końcu będzie chociaż trochę lepiej.
- Znowu się spotykamy, panie Forfang.
Miękki, radosny głos zmroził cię na wskroś. Szukana przez ciebie osoba była w zupełnie nieoczekiwanym przez ciebie miejscu. Poniekąd nie powinno jej tu być. A może to tylko twoje pragnienia, aby patrzyła na to, jak skaczesz?
Cholera, chyba dopada cię to samo, co Jarkko, chociaż dalej jesteście sobie nieznajomi.
- Znowu, panno Asikainen. Miło cię widzieć - uśmiechnąłeś się - Co ty tu w ogóle robisz?
- Byłam na chwilę u Lauriego, wiesz, wsparcie i tak dalej - policzki Sary delikatnie się zarumieniły - Widzę, że jesteś w lepszym humorze, niż wtedy.
- Powiedzmy, że moje skoki poprawiły mi nastrój.
- I powiedzmy, że jest coś, przez co cierpisz. Słaby z ciebie aktor.
Dziewczyna bardzo cię zaskoczyła. Nie sądziłeś, że zauważa to samo, co ty. Nie myślałeś też, że aż tak mocno widać to, co czujesz.
- Cierpię - stwierdziłeś dobitnie - Mocno.
- Może chcesz się pożalić? - zapytała Sara.
- Nie jestem kobietą.
- Nawet facet nie ze wszystkim sobie radzi. To nie jest powód do wstydu.
Znowu miała rację, ty po prostu udawałeś, że tak znakomicie sobie radzisz. Naprawdę miałeś ochotę zabarykadować się w pobliżu koła podbiegunowego, żebyś mógł się wypłakać tak, jak należy.
- A jeśli powiem, że czasami mam ochotę się rozpłakać, to wyśmiejesz mnie?
- Nie wyśmieję. Chcesz się rozpłakać? Zrób to! Ci wszyscy mądrzy mówią, że łzy niczego nie zmieniają. A one robią tak cholernie wiele. Oczyszczają duszę - powiedziała poważnym tonem - To jak, idziemy na herbatę?
- Chodźmy.
To niesamowite, jak szybko drobna blondynka zdobyła ziarno twojego zaufania.
- Więc co cię tak dręczy? - zapytała, gdy usiedliście przy stoliku w lobby hotelowym.
- Straciłem kogoś, kto był całym moim światem. Ciężko mi o tym mówić. Miała na imię Elise, bardzo ją kochałem, wiązałem z nią plany na przyszłość. A los mi ją zabrał. Zmarła na białaczkę trzy miesiące temu- po twoich policzkach płynęły łzy.
- Wiesz, że ja też straciłam ważną dla mnie osobę? - westchnęła nerwowo Asikainen - Miał na imię Mico. Ja i Lauri przyjaźniliśmy się z nim od dzieciństwa. Dorastaliśmy razem, wspólnie przeżywaliśmy sukcesy i porażki. Któregoś dnia pokazał nam swoje pierwsze auto, nieco rozgruchotane, ale on uważał, że jest naprawdę piękne i ma ze sto pięćdziesiąt koni mechanicznych. Kilka godzin później zadzwonili do nas jego rodzice, zapłakani. Powiedzieli, że Mico uderzył w drzewo i zginął na miejscu, a z jego pięknego samochodu została tylko kupa blachy. To stało dokładnie piętnaście miesięcy i dwadzieścia dni temu.
Bez słowa przysunąłeś się do niej i przytuliłeś ją. Oboje płakaliście jak dzieci, a jej łzy moczyły twoją koszulkę.
- Johann, my musimy żyć dalej. I Mico, i Elise nie chcieliby, abyśmy ciągle płakali.
- Wiem. Tak mi źle bez niej.
- Damy radę, Forfang. Poradzimy sobie. Ona ci pomoże z nieba, nigdy cię nie zostawi.
Spojrzałeś Sarze głęboko w oczy i przytuliłeś ją jeszcze mocniej, chcąc ją ochronić przed załamaniem.
Bo ona tą rozmową uchroniła cię przed poddaniem się demonom jeszcze głębszej rozpaczy.
"Nie płacz za nieprzebytymi drogami
Nie płacz za nieujrzanymi miejscami
Twoja miłość może trwać wiecznie
A jeśli potrzebujesz przyjaciela
Jest miejsce tutaj, u mego boku"
________
Jestem z nowością!
Dużo razy się wzruszałam, gdy pisałam ten rozdział, przypominało mi się wiele rzeczy. Narodziło się coś takiego, coś, co mam nadzieję pokazuje, że warto doceniać to, co mamy.
Warto też posłuchać piosenki z początku rozdziału - piękna melodia z pięknym tekstem.
Pozdrawiam!
O rany, cierpiący Forfang. Nie wiem czemu, ale biorę. I absolutnie kupuję norwesko - fińską mieszankę. Jestem ciekawa, czy Johann dojdzie do siebie po tragedii, jaka go spotkała. Bo sytuacja, delikatnie mówiąc, jest masakryczna.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i czekam na więcej!
@winadacie
[love-needs-to-fly]
[make-the-moment-last]