emeli sandé - read all about it (part III)
"Nasze serca są piękne
Skąd wzięło się w nich strachu piętno?
Teraz nie brak już odwagi
Więc chodź i pomóż mi zaśpiewać"
Skąd wzięło się w nich strachu piętno?
Teraz nie brak już odwagi
Więc chodź i pomóż mi zaśpiewać"
- Przepraszam - zacząłeś nieśmiało, trzymając Elise za rękę i prowadząc ją w kierunku auta jej rodziców. Dostała kilkudniową przepustkę do domu. Lekarze nie mieli wątpliwości - znacznie bliżej jej do śmierci. Nie ukrywali, że nie da się już nic zrobić i o ile Elise była z tym pogodzona, ty miałeś żal do całego świata o to, że nikt nie chce jej ratować, że prawdopodobnie za niedługo odejdzie.
- Za co? - zapytała z uśmiechem.
- Za wszystko, co złe. Nie byłem idealnym chłopakiem - westchnąłeś.
- Ale ja nigdy nie chciałam, żebyś był idealny. Chciałam, żebyś po prostu przy mnie był, był moim Johannem.
- A ty jesteś idealną dziewczyną, wiesz?
- Wiem - zaśmiała się. - Wiesz, co? Chciałabym, aby nasze ostatnie wspólne tygodnie były naprawdę idealne.
Tak, zapomniałeś o tym, że Elise zostało kilka tygodni życia. Kilka krótkich tygodni. Potem miała być tylko pustka.
- A może lekarze się pomylili? - odrzekłeś z nadzieją. - Może zostało nam więcej czasu?
- Chciałabym. Bardzo - przełknęła głośno. - Ale na dobrą sprawę została nam cała wieczność, Johann.
- Wieczność - powiedziałeś pod nosem.
Bo was nie rozłączy nawet śmierć. Na zawsze ona będzie dla ciebie tą jedyną, najbardziej wyjątkową. Wiedziałeś, że ona zawsze będzie przy tobie, zawsze będzie się tobą opiekować.
- Widzę, że jesteś zmęczony. Cieszę się, że w końcu odpoczniesz od tego szpitalnego zgiełku. Skupisz się na skokach.
- Nie jestem zmęczony odwiedzaniem cię w szpitalu.
- Kłamiesz, skarbie - zaśmiała się Elise.
- Nieprawda!
- Zapominasz, że nie da się mnie okłamać.
- No dobra. Powiedzmy, że jestem odrobinkę zmęczony, ale to nie ma znaczenia. Kocham cię - westchnąłeś. Przytuliłeś ją do siebie najmocniej, jak tylko potrafiłeś. Twoją kruchą jak porcelana, delikatną Elise.
- Za co? - zapytała z uśmiechem.
- Za wszystko, co złe. Nie byłem idealnym chłopakiem - westchnąłeś.
- Ale ja nigdy nie chciałam, żebyś był idealny. Chciałam, żebyś po prostu przy mnie był, był moim Johannem.
- A ty jesteś idealną dziewczyną, wiesz?
- Wiem - zaśmiała się. - Wiesz, co? Chciałabym, aby nasze ostatnie wspólne tygodnie były naprawdę idealne.
Tak, zapomniałeś o tym, że Elise zostało kilka tygodni życia. Kilka krótkich tygodni. Potem miała być tylko pustka.
- A może lekarze się pomylili? - odrzekłeś z nadzieją. - Może zostało nam więcej czasu?
- Chciałabym. Bardzo - przełknęła głośno. - Ale na dobrą sprawę została nam cała wieczność, Johann.
- Wieczność - powiedziałeś pod nosem.
Bo was nie rozłączy nawet śmierć. Na zawsze ona będzie dla ciebie tą jedyną, najbardziej wyjątkową. Wiedziałeś, że ona zawsze będzie przy tobie, zawsze będzie się tobą opiekować.
- Widzę, że jesteś zmęczony. Cieszę się, że w końcu odpoczniesz od tego szpitalnego zgiełku. Skupisz się na skokach.
- Nie jestem zmęczony odwiedzaniem cię w szpitalu.
- Kłamiesz, skarbie - zaśmiała się Elise.
- Nieprawda!
- Zapominasz, że nie da się mnie okłamać.
- No dobra. Powiedzmy, że jestem odrobinkę zmęczony, ale to nie ma znaczenia. Kocham cię - westchnąłeś. Przytuliłeś ją do siebie najmocniej, jak tylko potrafiłeś. Twoją kruchą jak porcelana, delikatną Elise.
"Dajemy znać w swych balladach
Że nie umarliśmy już
Gdy świat zabroni mówić prawdę
Głośniej wykrzyczmy ją"
Że nie umarliśmy już
Gdy świat zabroni mówić prawdę
Głośniej wykrzyczmy ją"
Zamurowało cię, gdy usłyszałeś to pytanie.
- Mowę ci odjęło, czy po prostu jest ci wstyd? - syknął Lauri.
- Nie - wziąłeś głęboki oddech. - To Malin. Malin Laukkanen. Ale po co ci to wiedzieć?
- Po co? A po to, żeby moja siostra wiedziała, kim jest ten śmieć, który potraktował moją narzeczoną jak szmatę.
- Nie wierzę. Johann, to prawda?
Napotkałeś na jej smutne spojrzenie i w duchu się rozpłakałeś. Zawiodłeś ją, tak bardzo ją rozczarowałeś. Zapewne Malin jest jej bardzo bliska. Przeklinałeś siebie w sercu za to, że ostatnio niszczysz wszystko to, czego się dotknąłeś w kontaktach międzuludzkich. Nie wiedziałeś, że akurat ta Malin jest narzeczoną Lauriego.
- Prawda. Ale wierz mi, bardzo tego żałuję - wyznałeś po chwili.
- Dobra. Sara, idziemy. Myślę, że wiesz wystarczająco dużo - Lauri dość agresywnie chwycił ją za rękę i pociągnął ją za sobą. Zdołała jednak odwrócić głowę w twoim kierunku. Z jej ust wyczytałeś nieme "wierzę ci", a po jej policzku bieżyła jedna, samotna łza.
Uwierzyła w to, co powiedziałeś. Nie zostawiła cię. Teraz nie możesz jej zawieść, musisz udowodnić, że zasłużyłeś na ten dar, bezcenny dar, który od niej otrzymałeś i doskonale wiedziałeś, że musisz z nim obchodzić się rozsądnie i delitkanie. Nieważne, jak to zrobisz.
Tym darem jest zaufanie.
- Mowę ci odjęło, czy po prostu jest ci wstyd? - syknął Lauri.
- Nie - wziąłeś głęboki oddech. - To Malin. Malin Laukkanen. Ale po co ci to wiedzieć?
- Po co? A po to, żeby moja siostra wiedziała, kim jest ten śmieć, który potraktował moją narzeczoną jak szmatę.
- Nie wierzę. Johann, to prawda?
Napotkałeś na jej smutne spojrzenie i w duchu się rozpłakałeś. Zawiodłeś ją, tak bardzo ją rozczarowałeś. Zapewne Malin jest jej bardzo bliska. Przeklinałeś siebie w sercu za to, że ostatnio niszczysz wszystko to, czego się dotknąłeś w kontaktach międzuludzkich. Nie wiedziałeś, że akurat ta Malin jest narzeczoną Lauriego.
- Prawda. Ale wierz mi, bardzo tego żałuję - wyznałeś po chwili.
- Dobra. Sara, idziemy. Myślę, że wiesz wystarczająco dużo - Lauri dość agresywnie chwycił ją za rękę i pociągnął ją za sobą. Zdołała jednak odwrócić głowę w twoim kierunku. Z jej ust wyczytałeś nieme "wierzę ci", a po jej policzku bieżyła jedna, samotna łza.
Uwierzyła w to, co powiedziałeś. Nie zostawiła cię. Teraz nie możesz jej zawieść, musisz udowodnić, że zasłużyłeś na ten dar, bezcenny dar, który od niej otrzymałeś i doskonale wiedziałeś, że musisz z nim obchodzić się rozsądnie i delitkanie. Nieważne, jak to zrobisz.
Tym darem jest zaufanie.
- Nienawidzę cię, wiesz? - mruknęła Sara w kierunku sylwetki swojego brata. - Naprawdę.
Od momentu wyjazdu z Lahti nie zamienili ze sobą wiele słów. Była na niego zła, ba, wściekła. Tak samo, jak na Forfanga, jednak czuła, że jego żal jest jak najbardziej prawdziwy. Miała wrażenie, że każdy chce ją chronić na siłę, jakby miało się coś stać. Lauri ją przepraszał, ale to nie powstrzymało go przed usunięciem z jej telefonu numeru do Johanna.
To zakrawało według niej o paranoję.
- Wiem. Dobrze to wiem - parsknął śmiechem, nie opuszczając wzrokiem panoramy miasta. Tak, patrzenie na widoki Jyväskyli sprzyjało rozmyślaniom, a Lauri miał do przemyślenia naprawdę wiele spraw - od kolejnych zawodów po upilnowanie swojej siostry, którą uważał za wybitnie nieodpowiedzialną.
- Śmieszy cię to?
- Nawet nie wiesz, jak bardzo, siostrzyczko - mruknął z satysfakcją. - A tak serio, uważam, że postąpiłem słusznie.
- Powtarzasz się - odrzekła Sara. - Dlaczego nigdy mi nie powiedziałeś o tym, że Johann kiedyś skrzywdził Malin?
- Sam się o tym niedawno dowiedziałem - westchnął skoczek, wbijając wzrok w podłogę. - Parszywiec z niego. Tacy ludzie się nie zmieniają w pełni.
- Nic o nim nie wiesz! - żachnęła się blondynka.
- Bo ty niby wiesz - parsknął.
- Lauri, on się zmienił. Nawet nie wiesz, jak cierpi. Wiele mi o sobie powiedział. Każdy zasługuje na drugą szansę, nie sądzisz?
- Może i tak - wyszeptał z lekkim zawstydzeniem. - Nie umiem znieść tego, że osoba, którą kocham, cierpiała.
- Czasami do miłości prowadzi cierpienie, Lauri - Sara podeszła do niego i położyła głowę na jego ramieniu. Przymknęła oczy i pozwoliła swoim łzom na nerwową podróż po jej policzkach.
- Sara, dlaczego płaczesz?
- Cholera, tak bardzo tęsknię za dawnym życiem.
Bez słowa przytulił ją do siebie, pozwalając, aby jej łzy moczyły jego koszulkę.
- Damy radę, mała. Tylko trzymajmy się razem. Życia trzeba się nauczyć.
- Wiem - uśmiechnęła się. - Tylko po prostu jest ciężko. Malin opowiadała ci coś więcej o związku z Johannem?
- Tak. Ale to jeszcze nie czas, byś czegokolwiek się dowiedziała. Najpierw muszą to załatwić między sobą - westchnął głośno Lauri.
Sara przygryzła wargę, nie ukrywając swojego niezadowolenia.
- Wiesz, chyba odwiedzę Jarkko - zaczęła niespodziewanie. - Trochę się stęskniłam za spędzaniem z nim wielkiej ilości czasu.
- Jak chcesz - mruknął Lauri. - W razie czego dzwoń. I... i pamiętaj, że chcę tylko twojego dobra, ok?
- Ja to wszystko wiem. Uciekam!
Od momentu wyjazdu z Lahti nie zamienili ze sobą wiele słów. Była na niego zła, ba, wściekła. Tak samo, jak na Forfanga, jednak czuła, że jego żal jest jak najbardziej prawdziwy. Miała wrażenie, że każdy chce ją chronić na siłę, jakby miało się coś stać. Lauri ją przepraszał, ale to nie powstrzymało go przed usunięciem z jej telefonu numeru do Johanna.
To zakrawało według niej o paranoję.
- Wiem. Dobrze to wiem - parsknął śmiechem, nie opuszczając wzrokiem panoramy miasta. Tak, patrzenie na widoki Jyväskyli sprzyjało rozmyślaniom, a Lauri miał do przemyślenia naprawdę wiele spraw - od kolejnych zawodów po upilnowanie swojej siostry, którą uważał za wybitnie nieodpowiedzialną.
- Śmieszy cię to?
- Nawet nie wiesz, jak bardzo, siostrzyczko - mruknął z satysfakcją. - A tak serio, uważam, że postąpiłem słusznie.
- Powtarzasz się - odrzekła Sara. - Dlaczego nigdy mi nie powiedziałeś o tym, że Johann kiedyś skrzywdził Malin?
- Sam się o tym niedawno dowiedziałem - westchnął skoczek, wbijając wzrok w podłogę. - Parszywiec z niego. Tacy ludzie się nie zmieniają w pełni.
- Nic o nim nie wiesz! - żachnęła się blondynka.
- Bo ty niby wiesz - parsknął.
- Lauri, on się zmienił. Nawet nie wiesz, jak cierpi. Wiele mi o sobie powiedział. Każdy zasługuje na drugą szansę, nie sądzisz?
- Może i tak - wyszeptał z lekkim zawstydzeniem. - Nie umiem znieść tego, że osoba, którą kocham, cierpiała.
- Czasami do miłości prowadzi cierpienie, Lauri - Sara podeszła do niego i położyła głowę na jego ramieniu. Przymknęła oczy i pozwoliła swoim łzom na nerwową podróż po jej policzkach.
- Sara, dlaczego płaczesz?
- Cholera, tak bardzo tęsknię za dawnym życiem.
Bez słowa przytulił ją do siebie, pozwalając, aby jej łzy moczyły jego koszulkę.
- Damy radę, mała. Tylko trzymajmy się razem. Życia trzeba się nauczyć.
- Wiem - uśmiechnęła się. - Tylko po prostu jest ciężko. Malin opowiadała ci coś więcej o związku z Johannem?
- Tak. Ale to jeszcze nie czas, byś czegokolwiek się dowiedziała. Najpierw muszą to załatwić między sobą - westchnął głośno Lauri.
Sara przygryzła wargę, nie ukrywając swojego niezadowolenia.
- Wiesz, chyba odwiedzę Jarkko - zaczęła niespodziewanie. - Trochę się stęskniłam za spędzaniem z nim wielkiej ilości czasu.
- Jak chcesz - mruknął Lauri. - W razie czego dzwoń. I... i pamiętaj, że chcę tylko twojego dobra, ok?
- Ja to wszystko wiem. Uciekam!
"Twoje serce jest jak lew
Dlaczego tłumisz jego ryk?
Tak, różnimy się od innych
Lecz przetrwamy ich gniew
Twe światło zmieni cieni krzyk
Więc już nie ukrywaj się"
Dlaczego tłumisz jego ryk?
Tak, różnimy się od innych
Lecz przetrwamy ich gniew
Twe światło zmieni cieni krzyk
Więc już nie ukrywaj się"
- Rany, Sara, jesteś cała przemarznięta. Robię ci herbatę - Jarkko właśnie przeżywał dramat, widząc jej czerwone policzki i skostniałe ręce. Natychmiast pociągnął ją do salonu, wskazując na koc.
- Przykryj się natychmiast!
- Jarkko, ale...
- Bez dyskusji.
Muzyka z radia mieszała się z dźwiękiem wrzącej wody, a za oknem cała przyroda okryta była białym puchem. Lustrowała uważnie mieszkanie swojego przyjaciela - nic się tu nie zmieniło. Nadal plastron z jej pierwszych i zarazem jednych z ostatnich zawodów w biegach narciarskich wisiał na jednej ze ścian, schowany w antyramę.
Ten symbol niespełnionych marzeń, oznaczony numerem jeden podarowała mu z okazji dwudziestych urodzin, z życzeniami, aby umiał walczyć o swoje marzenia i bycie numerem 1. Ona, po dwóch operacjach zerwanego więzadła w kolanie, przestała walczyć.
- Że też nadal to u ciebie wisi - zaśmiała się Sara.
- A dlaczego miałoby to nie wisieć? To ważna dla mnie pamiątka - Määttä przyniósł dwa kubki herbaty z miodem.
- Nie wiem. Tak jakoś zapytałam. - mruknęła.
- Pokłóciłaś się z Laurim?
- Niezupełnie. Po prostu wiem, dlaczego chce mnie odseparować od Forfanga. Mówił ci coś na ten temat?
- Dzwonił wczoraj i powtarzał tylko, że bardzo cię zawiódł. Nie wiem, o co chodzi, ale dawno nie słyszałem tak przygnębionego Forfanga - odrzekł Jarkko. - To znaczy, był przygnębiony codziennie, ale nie aż tak.
- Johann kiedyś spotykał się z Malin, zanim poznał Elise. Podobno ją skrzywdził. Lauri nic mi nie chce powiedzieć.
- Pierniczysz?! - oczy Jarkko niemalże wyszły z orbit. - Że też nic o tym nie wiem.
- A ja czuję teraz taką pustkę. Nie wiem już sama, jak się z tym uporać - Sara przygryzła wargę.
- Spróbuję jakoś pomóc - uśmiechnął się Määttä. - Może zostaniesz u mnie na noc? Pożyczyłem parę filmów od Ville.
Jego policzki natychmiast stały się czerwone, a uśmiech nieśmiały. Takie propozycje nie były niczym nadzwyczajnym. Kilka razy noce spędzała w jego niedużym mieszkaniu, ciesząc się towarzystwem wspaniałego przyjaciela.
- Dobrze, ale zadzwoń do Lauriego. Nie chcę, żeby się martwił.
- Zadzwonię - niespodziewanie cmoknął cię w policzek. - Wszystko będzie w porządku. Obiecuję.
Jego palce błądziły po jej włosach, a ona w końcu poczuła się bezpieczna, w pełni spokojna.
- Dziękuję - wyszeptała, kładąc głowę na jego ramię.
_____
Dla opowiadaniowej trójcy nie był to dobry konkurs, ale co zrobić. Mam tylko nadzieję, że na skoczni dużej będzie lepiej, a Sepp okaże się łaskawszy. Gratulacje dla Rune!
Udało się tu coś wymęczyć i fajnie. Chyba taki impuls, jak dzisiejszy konkurs był mi potrzebny.
- Przykryj się natychmiast!
- Jarkko, ale...
- Bez dyskusji.
Muzyka z radia mieszała się z dźwiękiem wrzącej wody, a za oknem cała przyroda okryta była białym puchem. Lustrowała uważnie mieszkanie swojego przyjaciela - nic się tu nie zmieniło. Nadal plastron z jej pierwszych i zarazem jednych z ostatnich zawodów w biegach narciarskich wisiał na jednej ze ścian, schowany w antyramę.
Ten symbol niespełnionych marzeń, oznaczony numerem jeden podarowała mu z okazji dwudziestych urodzin, z życzeniami, aby umiał walczyć o swoje marzenia i bycie numerem 1. Ona, po dwóch operacjach zerwanego więzadła w kolanie, przestała walczyć.
- Że też nadal to u ciebie wisi - zaśmiała się Sara.
- A dlaczego miałoby to nie wisieć? To ważna dla mnie pamiątka - Määttä przyniósł dwa kubki herbaty z miodem.
- Nie wiem. Tak jakoś zapytałam. - mruknęła.
- Pokłóciłaś się z Laurim?
- Niezupełnie. Po prostu wiem, dlaczego chce mnie odseparować od Forfanga. Mówił ci coś na ten temat?
- Dzwonił wczoraj i powtarzał tylko, że bardzo cię zawiódł. Nie wiem, o co chodzi, ale dawno nie słyszałem tak przygnębionego Forfanga - odrzekł Jarkko. - To znaczy, był przygnębiony codziennie, ale nie aż tak.
- Johann kiedyś spotykał się z Malin, zanim poznał Elise. Podobno ją skrzywdził. Lauri nic mi nie chce powiedzieć.
- Pierniczysz?! - oczy Jarkko niemalże wyszły z orbit. - Że też nic o tym nie wiem.
- A ja czuję teraz taką pustkę. Nie wiem już sama, jak się z tym uporać - Sara przygryzła wargę.
- Spróbuję jakoś pomóc - uśmiechnął się Määttä. - Może zostaniesz u mnie na noc? Pożyczyłem parę filmów od Ville.
Jego policzki natychmiast stały się czerwone, a uśmiech nieśmiały. Takie propozycje nie były niczym nadzwyczajnym. Kilka razy noce spędzała w jego niedużym mieszkaniu, ciesząc się towarzystwem wspaniałego przyjaciela.
- Dobrze, ale zadzwoń do Lauriego. Nie chcę, żeby się martwił.
- Zadzwonię - niespodziewanie cmoknął cię w policzek. - Wszystko będzie w porządku. Obiecuję.
Jego palce błądziły po jej włosach, a ona w końcu poczuła się bezpieczna, w pełni spokojna.
- Dziękuję - wyszeptała, kładąc głowę na jego ramię.
_____
Dla opowiadaniowej trójcy nie był to dobry konkurs, ale co zrobić. Mam tylko nadzieję, że na skoczni dużej będzie lepiej, a Sepp okaże się łaskawszy. Gratulacje dla Rune!
Udało się tu coś wymęczyć i fajnie. Chyba taki impuls, jak dzisiejszy konkurs był mi potrzebny.