sobota, 21 lutego 2015

Znieczulenie czwarte

emeli sandé - read all about it (part III)

"Nasze serca są piękne
Skąd wzięło się w nich strachu piętno?
Teraz nie brak już odwagi
Więc chodź i pomóż mi zaśpiewać"

- Przepraszam - zacząłeś nieśmiało, trzymając Elise za rękę i prowadząc ją w kierunku auta jej rodziców. Dostała kilkudniową przepustkę do domu. Lekarze nie mieli wątpliwości - znacznie bliżej jej do śmierci. Nie ukrywali, że nie da się już nic zrobić i o ile Elise była z tym pogodzona, ty miałeś żal do całego świata o to, że nikt nie chce jej ratować, że prawdopodobnie za niedługo odejdzie.
- Za co? - zapytała z uśmiechem.
- Za wszystko, co złe. Nie byłem idealnym chłopakiem - westchnąłeś.
- Ale ja nigdy nie chciałam, żebyś był idealny. Chciałam, żebyś po prostu przy mnie był, był moim Johannem.
- A ty jesteś idealną dziewczyną, wiesz?
- Wiem - zaśmiała się. - Wiesz, co? Chciałabym, aby nasze ostatnie wspólne tygodnie były naprawdę idealne.
Tak, zapomniałeś o tym, że Elise zostało kilka tygodni życia. Kilka krótkich tygodni. Potem miała być tylko pustka.
- A może lekarze się pomylili? - odrzekłeś z nadzieją. - Może zostało nam więcej czasu?
- Chciałabym. Bardzo - przełknęła głośno. - Ale na dobrą sprawę została nam cała wieczność, Johann.
- Wieczność - powiedziałeś pod nosem.
Bo was nie rozłączy nawet śmierć. Na zawsze ona będzie dla ciebie tą jedyną, najbardziej wyjątkową. Wiedziałeś, że ona zawsze będzie przy tobie, zawsze będzie się tobą opiekować.
- Widzę, że jesteś zmęczony. Cieszę się, że w końcu odpoczniesz od tego szpitalnego zgiełku. Skupisz się na skokach.
- Nie jestem zmęczony odwiedzaniem cię w szpitalu.
- Kłamiesz, skarbie - zaśmiała się Elise.
- Nieprawda!
- Zapominasz, że nie da się mnie okłamać.
- No dobra. Powiedzmy, że jestem odrobinkę zmęczony, ale to nie ma znaczenia. Kocham cię - westchnąłeś. Przytuliłeś ją do siebie najmocniej, jak tylko potrafiłeś. Twoją kruchą jak porcelana, delikatną Elise.

"Dajemy znać w swych balladach
Że nie umarliśmy już
Gdy świat zabroni mówić prawdę
Głośniej wykrzyczmy ją"

Zamurowało cię, gdy usłyszałeś to pytanie.
- Mowę ci odjęło, czy po prostu jest ci wstyd? - syknął Lauri.
- Nie - wziąłeś głęboki oddech. - To Malin. Malin Laukkanen. Ale po co ci to wiedzieć?
- Po co? A po to, żeby moja siostra wiedziała, kim jest ten śmieć, który potraktował moją narzeczoną jak szmatę.
- Nie wierzę. Johann, to prawda?
Napotkałeś na jej smutne spojrzenie i w duchu się rozpłakałeś. Zawiodłeś ją, tak bardzo ją rozczarowałeś. Zapewne Malin jest jej bardzo bliska. Przeklinałeś siebie w sercu za to, że ostatnio niszczysz wszystko to, czego się dotknąłeś w kontaktach międzuludzkich. Nie wiedziałeś, że akurat ta Malin jest narzeczoną Lauriego.
- Prawda. Ale wierz mi, bardzo tego żałuję - wyznałeś po chwili.
- Dobra. Sara, idziemy. Myślę, że wiesz wystarczająco dużo - Lauri dość agresywnie chwycił ją za rękę i pociągnął ją za sobą. Zdołała jednak odwrócić głowę w twoim kierunku. Z jej ust wyczytałeś nieme "wierzę ci", a po jej policzku bieżyła jedna, samotna łza.
Uwierzyła w to, co powiedziałeś. Nie zostawiła cię. Teraz nie możesz jej zawieść, musisz udowodnić, że zasłużyłeś na ten dar, bezcenny dar, który od niej otrzymałeś i doskonale wiedziałeś, że musisz z nim obchodzić się rozsądnie i delitkanie. Nieważne, jak to zrobisz.
Tym darem jest zaufanie.

- Nienawidzę cię, wiesz? - mruknęła Sara w kierunku sylwetki swojego brata. - Naprawdę.
Od momentu wyjazdu z Lahti nie zamienili ze sobą wiele słów. Była na niego zła, ba, wściekła. Tak samo, jak na Forfanga, jednak czuła, że jego żal jest jak najbardziej prawdziwy. Miała wrażenie, że każdy chce ją chronić na siłę, jakby miało się coś stać. Lauri ją przepraszał, ale to nie powstrzymało go przed usunięciem z jej telefonu numeru do Johanna.
To zakrawało według niej o paranoję.
- Wiem. Dobrze to wiem - parsknął śmiechem, nie opuszczając wzrokiem panoramy miasta. Tak, patrzenie na widoki Jyväskyli sprzyjało rozmyślaniom, a Lauri miał do przemyślenia naprawdę wiele spraw - od kolejnych zawodów po upilnowanie swojej siostry, którą uważał za wybitnie nieodpowiedzialną.
- Śmieszy cię to?
- Nawet nie wiesz, jak bardzo, siostrzyczko - mruknął z satysfakcją. - A tak serio, uważam, że postąpiłem słusznie.
- Powtarzasz się - odrzekła Sara. - Dlaczego nigdy mi nie powiedziałeś o tym, że Johann kiedyś skrzywdził Malin?
- Sam się o tym niedawno dowiedziałem - westchnął skoczek, wbijając wzrok w podłogę. - Parszywiec z niego. Tacy ludzie się nie zmieniają w pełni.
- Nic o nim nie wiesz! - żachnęła się blondynka.
- Bo ty niby wiesz - parsknął.
- Lauri, on się zmienił. Nawet nie wiesz, jak cierpi. Wiele mi o sobie powiedział. Każdy zasługuje na drugą szansę, nie sądzisz?
- Może i tak - wyszeptał z lekkim zawstydzeniem. - Nie umiem znieść tego, że osoba, którą kocham, cierpiała.
- Czasami do miłości prowadzi cierpienie, Lauri - Sara podeszła do niego i położyła głowę na jego ramieniu. Przymknęła oczy i pozwoliła swoim łzom na nerwową podróż po jej policzkach.
- Sara, dlaczego płaczesz?
- Cholera, tak bardzo tęsknię za dawnym życiem.
Bez słowa przytulił ją do siebie, pozwalając, aby jej łzy moczyły jego koszulkę.
- Damy radę, mała. Tylko trzymajmy się razem. Życia trzeba się nauczyć.
- Wiem - uśmiechnęła się. - Tylko po prostu jest ciężko. Malin opowiadała ci coś więcej o związku z Johannem?
- Tak. Ale to jeszcze nie czas, byś czegokolwiek się dowiedziała. Najpierw muszą to załatwić między sobą - westchnął głośno Lauri.
Sara przygryzła wargę, nie ukrywając swojego niezadowolenia.
- Wiesz, chyba odwiedzę Jarkko - zaczęła niespodziewanie. - Trochę się stęskniłam za spędzaniem z nim wielkiej ilości czasu.
- Jak chcesz - mruknął Lauri. - W razie czego dzwoń. I... i pamiętaj, że chcę tylko twojego dobra, ok?
- Ja to wszystko wiem. Uciekam!

"Twoje serce jest jak lew
Dlaczego tłumisz jego ryk?
Tak, różnimy się od innych
Lecz przetrwamy ich gniew
Twe światło zmieni cieni krzyk
Więc już nie ukrywaj się"

- Rany, Sara, jesteś cała przemarznięta. Robię ci herbatę - Jarkko właśnie przeżywał dramat, widząc jej czerwone policzki i skostniałe ręce. Natychmiast pociągnął ją do salonu, wskazując na koc.
- Przykryj się natychmiast!
- Jarkko, ale...
- Bez dyskusji.
Muzyka z radia mieszała się z dźwiękiem wrzącej wody, a za oknem cała przyroda okryta była białym puchem. Lustrowała uważnie mieszkanie swojego przyjaciela - nic się tu nie zmieniło. Nadal plastron z jej pierwszych i zarazem jednych z ostatnich zawodów w biegach narciarskich wisiał na jednej ze ścian, schowany w antyramę.
Ten symbol niespełnionych marzeń, oznaczony numerem jeden podarowała mu z okazji dwudziestych urodzin, z życzeniami, aby umiał walczyć o swoje marzenia i bycie numerem 1. Ona, po dwóch operacjach zerwanego więzadła w kolanie, przestała walczyć.
- Że też nadal to u ciebie wisi - zaśmiała się Sara.
- A dlaczego miałoby to nie wisieć? To ważna dla mnie pamiątka - Määttä przyniósł dwa kubki herbaty z miodem.
- Nie wiem. Tak jakoś zapytałam. - mruknęła.
- Pokłóciłaś się z Laurim?
- Niezupełnie. Po prostu wiem, dlaczego chce mnie odseparować od Forfanga. Mówił ci coś na ten temat?
- Dzwonił wczoraj i powtarzał tylko, że bardzo cię zawiódł. Nie wiem, o co chodzi, ale dawno nie słyszałem tak przygnębionego Forfanga - odrzekł Jarkko. - To znaczy, był przygnębiony codziennie, ale nie aż tak.
- Johann kiedyś spotykał się z Malin, zanim poznał Elise. Podobno ją skrzywdził. Lauri nic mi nie chce powiedzieć.
- Pierniczysz?! - oczy Jarkko niemalże wyszły z orbit. - Że też nic o tym nie wiem.
- A ja czuję teraz taką pustkę. Nie wiem już sama, jak się z tym uporać - Sara przygryzła wargę.
- Spróbuję jakoś pomóc - uśmiechnął się Määttä. - Może zostaniesz u mnie na noc? Pożyczyłem parę filmów od Ville.
Jego policzki natychmiast stały się czerwone, a uśmiech nieśmiały. Takie propozycje nie były niczym nadzwyczajnym. Kilka razy noce spędzała w jego niedużym mieszkaniu, ciesząc się towarzystwem wspaniałego przyjaciela.
- Dobrze, ale zadzwoń do Lauriego. Nie chcę, żeby się martwił.
- Zadzwonię - niespodziewanie cmoknął cię w policzek. - Wszystko będzie w porządku. Obiecuję.
Jego palce błądziły po jej włosach, a ona w końcu poczuła się bezpieczna, w pełni spokojna.
- Dziękuję - wyszeptała, kładąc głowę na jego ramię.
_____
Dla opowiadaniowej trójcy nie był to dobry konkurs, ale co zrobić. Mam tylko nadzieję, że na skoczni dużej będzie lepiej, a Sepp okaże się łaskawszy. Gratulacje dla Rune!
Udało się tu coś wymęczyć i fajnie. Chyba taki impuls, jak dzisiejszy konkurs był mi potrzebny.

czwartek, 5 lutego 2015

Znieczulenie trzecie

coldplay - what if

"Co, gdybyś zdecydowała,
Że nie chcesz mnie mieć przy sobie,
Że nie chcesz mnie w swoim życiu?" 

- Johann, możesz mi coś obiecać? - zapytała ni z gruszki, ni z pietruszki Elise. Jej duże oczy, które wyróżniały się z bladej, zapadniętej, kościstej twarzy uważnie cię lustrowały.
- Słucham, kochanie - powiedziałeś, patrząc jej głęboko w oczy.
- Obiecaj, że ułożysz sobie życie z inną kobietą po mojej śmierci, że będziesz walczył o szczęście.
Zdębiałeś. Oczy natychmiast zaszły ci łzami. Nie spodziewałeś się usłyszenia czegoś takiego z jej ust.
- Elise, ale ty nie umrzesz. - odrzekłeś zdecydowanie - Wyleczysz się, wyjdziesz stąd i już zawsze będziemy razem. Nie umrzesz!
- Przestań! - Elise się rozpłakała - Johann, oboje dobrze wiemy, że jest coraz gorzej. Chemia przestaje dawać rezultaty. Przeszczep szpiku to moja ostatnia szansa, ale nie ma dawcy. Czuję, że to już, że mnie tu niedługo nie będzie. Obiecaj mi to, błagam!
- Nie chcę sobie układać życia bez ciebie - szepnąłeś.
- Wiem. Ale nie możesz cierpieć całe życie. Czas leczy rany, pamiętaj. Będziesz jeszcze szczęśliwy beze mnie.
- Obiecuję. - położyłeś głowę na jej wątłej klatce piersiowej - Ale mnie nie zostawiaj, dobrze?
- Będę twoim Aniołem Stróżem. Nie bój się.
A ty się bałeś, bałeś o jej zdrowie, ale też o siebie. Tak bardzo nie chciałeś, aby jej promienny uśmiech przestał cię witać co rano, aby jej usta przestały błądzić po twojej skórze.
Tak bardzo nie chciałeś jej stracić.

"Co, jeśli pojąłem to źle?
I nie ma poematów i piosenek
Które poprawią moją pomyłkę
Lub sprawią, że poczujesz, iż należę do ciebie"

Zrobiłeś to! Stanąłeś po raz pierwszy na podium Pucharu Świata, byłeś tym trzecim. Stało się w to Kuopio, w miejscu, które przyniosło ci mnóstwo pocieszenia, a przede wszystkim znajomość z Sarą, która z wielką dumą i z nieukrywanym wzruszeniem patrzyła na podium. Na drugim stopniu podium bowiem, dość sensacyjnie, jak ty stanął Lauri, który z wielkim uśmiechem patrzył na rodzimą publiczność, szalejącą z radości. Najwyżej stanął Kamil Stoch, będący zupełnie poza waszym zasięgiem.
Wsłuchawszy się w melodię polskiego hymnu, stwierdziłeś, że to, co wydarzyło się w Kuopio nie było dziełem przypadku. Twoje pierwsze podium, spotkanie z dziewczyną, która sposobem bycia, a nieco też i wyglądem przypominała ci utraconą drugą połowę... To było coś wyjątkowego.
- Spryciula z ciebie, Elise. - wymamrotałeś pod nosem, spoglądając w jasnoszare niebo - Naprawdę spryciula.
Prosto z podium trafiłeś w objęcia swoich kadrowych kolegów i Jarkko, który wyglądał tak, jakby on sam wygrał konkurs.
Niecodziennie bowiem dwóch jego przyjaciół staje razem na podium.
- Gratulacje! Spisałeś się na medal. - zaśmiał się Määttä, poklepując cię po plecach - Na brazowy medal.
- Dzięki, stary. - uśmiechnąłeś się promiennie - To podium jest też dzięki tobie. Gdyby nie ty, nie umiałbym skakać.
- Przestań. To wszystko dzięki twojej silnej woli. Tylko. Gdybyś tego bardzo nie chciał, nigdy byś tego nie dokonał - zaakcentował Fin - Lecę do Lauriego. Cieszy się, jak Anssi widzący polską śliwowicę w Planicy.
Skinąłeś tylko głową, prezentując przy okazji szeroki uśmiech. Odprowadzając Jarkko wzrokiem, gdzieś w oddali zauważyłeś Sarę. Nie wyglądała tak, jak po waszej rozmowie - przerażenie i ból ustąpiło miejsca ogromnej radości. Wtulała się właśnie w tors Lauriego, obcałowując jego policzki i mówiąc, jak bardzo jest z niego dumna.
W tym momencie zakuło cię serce. Nie potrafiłeś zapomnieć jej rozpaczliwego spojrzenia pełnego błagania o pomoc, nie umiałeś zapomnieć o tym, co powiedziała, o tym, że cierpiała tak samo, jak ty. Chciałeś jeszcze raz ją przytulić, jeszcze raz powiedzieć, że jeszcze kiedyś będzie dobrze.
Tylko, że ona zdawała się wiedzieć to lepiej, niż ty.

Siedziałeś w oknie hotelowym, tępo patrząc na skocznię. Twoi kadrowi koledzy za wszelką cenę chcieli cię wyciągnąć na imprezę, jakby totalnie zapomnieli o tym, że kir z twojego serca nie odfrunął i być może nie odfrunie nigdy. Byłeś im wdzięczny za to, że nieustannie ci pomagali, lecz czasami denerwowała cię ich nadgorliwość. Teraz potrzebowałeś chwili samotności.
Spojrzałeś na plastron z numerem trzydziestym siódmym i nagrody za trzecie miejsce w konkursie. Tak bardzo chciałeś, aby Elise rzuciła ci się w ramiona, była przy tobie w tak ważnym dla twojej kariery momencie. Byłeś przekonany o tym, że widziała twoje skoki, że to ona poniosła cię tak daleko. Bolało cię to, że nie widziałeś jej roześmianych oczu, delikatnej czerwieni ust układającej się w uśmiech.
Wciąż nie mogłeś pogodzić się z tym, że ten widok od trzech miesięcy miałeś tylko na zdjęciach.
- Johann, mogę wejść? Przeszkadzam? - usłyszałeś cichy głos Sary.
- Nie. Ty nigdy nie przeszkadzasz - szybko zszedłeś z parapetu i powitałeś ją uśmiechem.
- Chciałam ci pogratulować podium. - zaczęła - To wyjątkowy moment dla sportowca. Nareszcie widziałam prawdziwego ciebie.
- Skąd wiesz, jaki jestem naprawdę?
- Powiedzmy, że wierzę w to, iż człowiek w głębi serca to optymista, który wierzy w to, że mu się uda, cieszy się życiem. Naprawdę, radość tkwi w każdym z nas, ale trzeba umieć ją wydobyć, nawet wtedy, gdy życie niemiłosiernie nas skopie.
- Idealistka z ciebie - stwierdziłeś, patrząc jej w oczy.
- Czy jest coś złego w tym, że wierzę w to, że człowiek z natury jest dobry? - zaśmiała się Asikainen.
- Nie. Pewnie, że nie. To fajne, że ktoś jeszcze wierzy w to, że człowiek nie jest na wskroś zepsuty.
- Bo nie jest. Zło jest nabyte - skwitowała dziewczyna - Jesteś bardzo inteligentny i mądry. Elise miała szczęście. Na pewno to doceniała.
- Nie wiem. - otarłeś pospiesznie łzę - Czuję, że mogłem zrobić dla niej więcej, znacznie więcej.
- Rozumiesz przez to, że nie pozwoliłbyś jej umrzeć? - zapytała Sara - Forfang, może ciężko ci to będzie zrozumieć, ale po prostu nadszedł jej czas. Chemia, przeszczep nie pomogły. A niepozwalanie na spokojną śmierć to najgorsze świństwo, jakie może być. Elise na tę śmierć była przygotowana od początku choroby, tak zrozumiałam z tego, co mówiłeś, a ty do końca nie dopuszczałeś tego, że może jej nie być.
- Bo ja nie chciałem żyć bez niej, nie chciałem być sam.
- Nie jesteś sam, Johann. Możesz czuć się samotny, ale nigdy nie jesteś sam.
- Ja już nie wiem, co mam zrobić. Jest źle. Bardzo źle.
- Daj sobie czas. Po prostu.
Wyszliście na spacer. Grube płatki śniegu spadały na wasze głowy, a otaczająca was cisza była muzyką dla uszu i paradoksalnie nie była pustką. Patrzyłeś uważnie na twarz Sary, która wyrażała lekkie zdenerwowanie.
- Mam nadzieję, że Lauri się tu nie przypałęta. - mruknęła po chwili.
- Dlaczego?
- Nie powinnam ci o tym mówić.
- Chcę, żebyś była ze mną szczera, ok?
- Lauri nas widział, gdy rozmawialiśmy w tym lobby. Okropnie się zdenerwował. Zrobił mi małą awanturę, powiedział, że nie chce nas nigdy więcej razem widzieć. Potem niby mnie przeprosił za impulsywność, ale przy tym podkreślił, że zdania nie zmienił. Żeby była jasność - chcę się nadal z tobą spotykać.
- Tylko co ja zrobiłem, że on ma takie nastawienie?
- Uważa, że na pewno mnie skrzywdzisz. Tylko tyle powiedział.
- W sumie to nie dziwię mu się - westchnąłeś głośno.
- Słucham?!
- Może pomyśleć, że śmierć odcisnęła zbyt wielkie piętno na mnie, bym mógł się z tobą spotykać.
- Ale mnie to nie obchodzi - odrzekła Sara. - Pomimo że znamy się od bardzo niedawna, czuję się dobrze w twoim towarzystwie. Bardzo dobrze.
- Ja też - westchnąłeś.
Spojrzeliście w dal, gdzie spostrzegliście zbliżającą się sylwetkę Lauriego. Minę miał wyraźnie niezadowoloną, a jego dłonie były zaciśnięte w pięści. W jego oczach kryło się coś spokrewnionego ze wściekłością, a spojrzeniem mierzył zdziwionego ciebie.
- Sara, do cholery! Co ja ci mówiłem? - warknął Asikainen, chwytając lekko nadgarstek Sary.
- A co mówiłam ci ja? Jestem pełnoletnia i być może o tym nie wiesz, ale mam prawo spotykać się z kim chcę.
- Być może o tym nie wiesz, ale w każdej chwili mogę odesłać cię do domu i akurat z Forfangiem nie będziesz się spotykać, jeśli chcesz nadal jeździć na zawody - syknął ze złością.
- Dlaczego ty mi to robisz?
- Bo zachowujesz się jak małe dziecko. Jesteś nieodpowiedzialna!
- Nieodpowiedzialna?! Bo z nim rozmawiam?! - krzyknęła.
- Czemu masz mnie za kalekę emocjonalną? - zapytałeś nagle ze spokojem. 
- Rozmowy się nie przerywa, nie wiesz o tym? - mruknął Lauri - Nie ufam ci, Forfang. Dobrze wiesz, dlaczego.
Spojrzałeś głęboko w oczy Lauriego. Prócz wściekłości wyczułeś także strach, strach o jego siostrę.
Miał podstawy, by się bać. Zanim poznałeś Elise, nie mogłeś chlubić się tym, co robiłeś. Na koncie miałeś kilka osób, które skrzywdziłeś. Być może za szybko kazano ci dorosnąć, a ty nie potrafiłeś sobie z tym poradzić. Nie wiedziałeś jednak, co wspólnego ma z tym brat Sary. Czy był, może jest blisko z kimś z nich?
- No, panie Forfang, może pan się pochwali, kto był tuż przed Elise?! - krzyknął.

"Co, jeśli powinnaś zdecydować,
Że nie chcesz mnie mieć przy sobie,
Że nie chcesz mnie w swoim życiu?"

- Elise, dziękuję - zacząłeś, trzymając ją za dłoń.
- Ale za co? - wychrypiała twoja ukochana.
- Za to, że mnie nie odrzuciłaś. Nie wyobrażam sobie tego, że miałabyś przez to wszystko przechodzić sama.
- Johann, nie chciałam niszczyć ci życia. Jak na razie krążysz między domem, skocznią a szpitalem. Nie powinno tak być.
- Powinno, skarbie. Powinno tak być - pocałowałeś ją w policzek - Jeśli kogoś się bardzo kocha, to jest się przy nim bez względu na wszystko. 
- Może i tak - westchnęła.
- Jesteś już bardzo zmęczona. Pójdę już.
- Nie, zostań - podniosła lekko głos - Zostań, proszę.
- Zostanę, jeśli tylko chcesz.
- Wiesz, przez te półtora roku tak bardzo się zmieniłeś. Dojrzałeś. Jestem z ciebie dumna. Taki Johann to skarb.
- Przestań - spuściłeś wzrok - Zrozumiałem, że uczucia drugiego człowieka są równie ważne, a może nawet ważniejsze od moich. Po prostu.
Położyłeś głowę na jej poduszce. Po policzkach Elise płynęły łzy wzruszenia. Opuszką palca błądziła po twoich policzkach.
- Tak pięknie się uśmiechasz - szepnęła.

__________________________________
Bo Johann został Mistrzem Świata Juniorów i zachciało mi się zrobić z niego człowieka, który pomimo młodego wieku popełnił już parę poważnych błędów.
I żeby Lauri "mógł pobawić się" z bycie odpowiedzialnym starszym bratem. Dlatego ten rozdział wygląda tak, jak wygląda.
Pozdrawiam!